Roques de García: kamienne miasto pod Teide i jaszczurki, które piją wodę

Hej, to ja, Leon! Pół roku wcześniej stałem na Etnie po kolana w śniegu i patrzyłem, jak z krateru leci popiół. Teraz jestem na drugim wulkanie, dwa tysiące kilometrów dalej - i wszystko jest odwrotnie. Zamiast śniegu piach, zamiast mrozu lipcowe południe, a zamiast dymu nad kraterem: cisza. Teide śpi.

Trasa czekała mnie krótka: pętla wokół Roques de García, z Green Rock do punktu widokowego Mirador de la Ruleta. Niecałe cztery kilometry, prawie bez podejść. „Spacerek” - pomyślałem, wysiadając z auta. No i właśnie ten spacerek okazał się jedną z najbardziej pamiętnych wypraw, jakie zaliczyłem.

Kamienne miasto na dnie kaldery

Roque Cinchado i stożek Teide w tle

Roques de García to grzbiet dziwacznych skał wyrastających prosto z dna kaldery, na wysokości mniej więcej dwóch tysięcy metrów. Wyglądają jak ruiny miasta zbudowanego przez kogoś bardzo dużego i bardzo dawno temu: iglice, mury, bramy, wieże. Tyle że nikt tego nie budował - to twarde żyły lawy, które zostały, gdy wiatr i woda wywiały wszystko dookoła.

Skalny grzbiet z ostrymi iglicami

Najsłynniejsza z nich to Roque Cinchado - ta pochylona, opierająca się na cienkiej nóżce, z Teide dokładnie za plecami. Kiedyś była na hiszpańskim banknocie tysiąca peset i chyba każdy, kto tu przyjeżdża, robi jej zdjęcie z tego samego miejsca. Ja też. Nie ma się co wstydzić: to naprawdę wygląda jak dekoracja przygotowana specjalnie dla aparatów.

Upał, przy którym jaszczurki piją wodę

Jaszczurka kanaryjska na rozgrzanym kamieniu

Wyszliśmy na szlak po drugiej po południu, czyli o porze, o której rozsądni ludzie siedzą w cieniu. Tu nie ma ani jednego drzewa. Słońce stoi wysoko, kamienie oddają nagromadzone ciepło, a powietrze jest tak suche, że pot wysycha, zanim zdąży spłynąć. Butelka z wodą pustoszała w tempie, którego nie znam z Karkonoszy.

I wtedy zobaczyłem coś, czego nie widziałem nigdy wcześniej. Przy słupku na skraju ścieżki ktoś rozlał wodę - zwykła kałuża na kamieniu, wielkości dłoni. A przy niej jaszczurki. Nie jedna, nie dwie: schodziły się z całej okolicy, wchodziły jedna na drugą, zanurzały pyszczki i piły. Widać było, jak pracują im gardła i jak mignął czerwony język. Jaszczurki normalnie nie muszą pić - wodę biorą z jedzenia. Skoro więc ustawiły się w kolejkę do kałuży, to znaczy, że upał był naprawdę wyjątkowy.

Jaszczurki kanaryjskie piją z kałuży przy szlaku - tak gorąco było tego dnia

Stałem nad nimi dobrą chwilę, aż zrobiło mi się głupio, że zabieram im cień. Odsunąłem się i patrzyłem z boku. To był najlepszy moment całej wyprawy - lepszy niż wszystkie skały razem wzięte.

Płasko, płasko... i podejście na koniec

Wydeptana ścieżka wśród niskich krzewów, w tle Teide

Ścieżka schodzi za skałami na Llano de Ucanca - płaską jak stół równinę, która kiedyś była dnem jeziora lawy. Idzie się prawie bez wysiłku, po jasnym piachu, między niskimi krzaczkami, które pachną żywicą. Wokół żadnego dźwięku: ani ptaka, ani wiatru. Tylko chrzęst butów.

Piaszczysta ścieżka prowadząca w stronę samotnej skały

A potem trasa przypomina, że jednak jest w górach. Cała suma podejść tej wycieczki to 142 metry - śmiesznie mało, prawie wszystkie zebrane na samym końcu, gdy pętla wraca w górę pod Mirador de la Ruleta. Normalnie bym się z takiego podejścia śmiał. Ale w tym upale, na wysokości dwóch tysięcy metrów, gdzie powietrza jest już wyraźnie mniej, nogi liczyły każdy metr osobno. Wszedłem na górę czerwony jak te skały.

Wulkan, który śpi

Stożek Teide widziany przez szczelinę między skałami

Przez całą trasę towarzyszył mi Teide. Wygląda inaczej niż Etna: to idealny, prawie narysowany stożek, który wyrasta z płaskiego dna kaldery i ma 3715 metrów - najwyższy szczyt Hiszpanii, a licząc od dna oceanu jeden z najwyższych na świecie. Ale w przeciwieństwie do Etny nic z niego nie leci. Ostatni raz wybuchł ponad sto lat temu i od tamtej pory tylko sobie stoi.

Panorama skał na dnie kaldery Teide

Dawni mieszkańcy wyspy, Guanczowie, uważali tę górę za bramę do podziemi, w której siedzi zamknięty demon Guayota. Legenda mówi, że porwał kiedyś słońce i ukrył je we wnętrzu wulkanu, a świat pogrążył się w ciemności - dopóki bóg Achamán go nie pokonał i nie zamknął w środku góry na zawsze. Stojąc w tym upale, z jaszczurkami walczącymi o łyk wody, można było odnieść wrażenie, że słońce jednak wygrało ;)

Rozgrzane skały Roques de García w popołudniowym słońcu

Trasa

Pętla z Green Rock do Mirador de la Ruleta wokół Roques de García: 3,6 km i zaledwie 142 metry sumy podejść, między 2030 a 2170 metrem nad poziomem morza. Na papierze spacer, w praktyce lekcja tego, jak bardzo pogoda potrafi zmienić trasę. Ślad z całej pętli znajdziecie na mapie poniżej.

Trasa: Green Rock - Mirador de la Ruleta (pętla wokół Roques de García) (przewijaj z Ctrl, żeby przybliżyć)