Góry Kaczawskie: Jaskinia Walońska, Skopiec poza szlakiem i zrośnięte drzewa

Hej, to ja, Leon! Dzisiaj nogi zaprowadziły mnie w Góry Kaczawskie - Krainę Wygasłych Wulkanów, którą odwiedziłem po raz pierwszy w drugi dzień świąt Bożego Narodzenia. Wtedy było ciemno i zimno, dziś zielono i słonecznie, więc mogłem obejrzeć znacznie więcej.
Szczyt bez szlaku

Na najwyższy szczyt tych gór, Skopiec (724 m n.p.m.), trafiłem bez problemu - mimo że leży poza szlakiem. To dobra szkoła orientacji: trzeba czytać mapę, patrzeć na ukształtowanie terenu i ufać własnym nogom. Zaliczyłem też górkę o nazwie Krzyżowa i inne okoliczne atrakcje.
Śladami Walończyków

Największą atrakcją była jednak Jaskinia Walońska. Pamiętacie Walończyków, o których opowiadałem przy okazji Gór Izerskich? To ci tajemniczy wędrowni poszukiwacze skarbów, którzy setki lat temu przemierzali Sudety w poszukiwaniu złota i drogich kamieni, znacząc swoje ścieżki tajemnymi znakami wykutymi w skałach. W Górach Kaczawskich zostawili po sobie właśnie takie jaskinie i sztolnie - drążone ręcznie, po omacku, w nadziei na żyłę kruszcu. Stojąc przy wejściu, aż trudno nie pomyśleć: co oni tu znaleźli? I czy coś jeszcze zostało? ;)
Na szlaku spotkałem też prawdziwe ciekawostki przyrodnicze: drzewo o nazwie Sandałowiec oraz dwa drzewka zrośnięte ze sobą w jedno. Przyroda potrafi zaskakiwać nie mniej niż historia.





