Ja i Smok Wawelski

Ja i Smok Wawelski :) Pozdrawiam z Krakowa! Stanąłem oko w oko z najsłynniejszym potworem w Polsce - i przeżyłem. Ale to głównie dlatego, że sprytny szewczyk Skuba załatwił sprawę już dawno temu: podrzucił smokowi barana wypchanego siarką, a smok z pragnienia wypił pół Wisły i pękł z hukiem. Od tamtej pory smok pod Wawelem tylko zieje ogniem na pamiątkę - i strasznie lubi pozować do zdjęć ;)
Smok stoi nad samą Wisłą, u stóp wawelskiego wzgórza, tuż przy wyjściu ze Smoczej Jamy. Trzeba trochę poczekać, aż turyści przed tobą zrobią swoje zdjęcia, bo chętnych jest zawsze kolejka. Za to gdy z paszczy nagle strzela płomień, wszyscy podskakują tak samo - i dorośli, i dzieci.
Do smoka schodzi się z góry, z zamkowego dziedzińca, wąskimi krętymi schodami w skale. Jest chłodno, wilgotno i trochę ciemno, a im niżej, tym bardziej człowiek zaczyna wierzyć, że coś takiego naprawdę mogło tu kiedyś mieszkać. Powiem tak: to zejście robi wrażenie nawet na kimś, kto po podziemnych korytarzach trochę już chodził.
Kraków jest zupełnie inny niż moje góry, ale ma jedną wspólną z nimi cechę: co kilkadziesiąt metrów czeka jakaś historia. Tu smok, tam hejnał urwany w pół nuty, obok kościół, w którym trzeba zadzierać głowę. Dobra odmiana po szlakach, choć przyznaję, że tęskniłem za widokiem, w którym nie ma żadnych dachów ;)