Kopiec Piłsudskiego, czyli miejskie podejście z widokiem na Babią Górę

Hej, to ja, Leon! Wracając z Bieszczad do domku, zrobiłem przystanek w Krakowie - i oczywiście nie po to, żeby siedzieć w kawiarni ;) Odwiedziłem Kopiec Piłsudskiego na Sowińcu, z którego widać spory kawałek Beskidów.
Najwyższą górkę, czyli Babią Górę (1725 m n.p.m.), odnalazłem bez problemu - w końcu byłem na niej rok temu o wschodzie słońca! Tatry niestety schowały się za chmurami. Podejście jak na miasto nawet zacne: z parkingu 1 kilometr i 130 metrów przewyższenia ;) Czyli mini-górka w środku Krakowa.
Kopiec stoi na Sowińcu, w środku Lasu Wolskiego, więc podejście prowadzi przez cień i chłód, a dopiero na końcu wychodzi się na otwartą przestrzeń. Sam kopiec ma spiralną ścieżkę wokół, po której wchodzi się na szczyt, i to dokładnie ten sam pomysł co przy górskiej serpentynie, tylko w miniaturze.
Widok z góry jest zaskakująco daleki jak na miasto. Na północy i wschodzie leży Kraków, a na południu, przy dobrej widoczności, cały łuk Beskidów. Szukanie znajomych szczytów z takiej odległości to moja ulubiona zabawa: najpierw znajduje się jeden pewny punkt, a potem po kolei dokłada się resztę. Babia Góra jest do tego idealna, bo wystaje ponad wszystko dookoła i widać ją z bardzo daleka.
Zabawnie było wejść na tę górkę zaraz po powrocie z bieszczadzkich połonin. Sto trzydzieści metrów przewyższenia po tygodniu w Bieszczadach to rozgrzewka, a nie wyzwanie. Ale przystanek w drodze do domu wyszedł znakomicie: zamiast siedzieć w samochodzie kolejne dwie godziny, rozprostowaliśmy nogi na czymś, co ludzie usypali własnymi rękami.