Wschód słońca na Diablaku, czyli Babia Góra o czwartej nad ranem

Hej, to ja, Leon! Pozdrawiam serdecznie ze wschodu słońca na Diablaku, zwanym także Babią Górą - 1725 m n.p.m., najwyższy szczyt Beskidu Żywieckiego! Około czwartej w nocy wyruszyłem z Przełęczy Krowiarki czerwonym szlakiem. Po drodze, w kompletnych ciemnościach, minąłem górkę o zabawnej nazwie Gówniak - naprawdę tak się nazywa, sprawdźcie na mapie ;)
Czerwień, potem słońce

Na szczycie byłem około 5:30 - dokładnie wtedy, gdy na wschodnim niebie zaczęło świtać. Piękna czerwień wypełniła cały horyzont, a około szóstej nieśmiało pokazało się czerwone słońce. Nastał nowy dzień! Babia Góra to miejsce szczególne: nazywana jest Królową Beskidów, a górale mawiali, że mieszkają w niej czarownice, które sprowadzają na szczyt nagłe burze i mgły. Stąd też druga nazwa - Diablak. Mnie jednak przywitała łaskawie: czystym niebem i słońcem prosto z bajki.
Śniadanko i... powrót na szczyt

Pozbierałem się z widowni i ruszyłem do schroniska PTTK Markowe Szczawiny na śniadanko, po drodze zbaczając na Małą Babią Górę. Po jedzeniu zwiedziłem jeszcze muzeum turystyki przy schronisku i niebieskim szlakiem zacząłem wracać na przełęcz.
Ale nie byłbym sobą, gdybym po drodze nie zboczył ze szlaku i nie poszedł z powrotem na Diablaka ;) Tym razem trasą znacznie ciekawszą i wymagającą: Percią Akademików - z łańcuchami i sporą ilością wspinaczki. To najtrudniejszy szlak na Babią Górę, prowadzący stromym żlebem przez skały. Z Diablaka wróciłem już czerwonym szlakiem na przełęcz. Na nogach około 17 km i 1300 metrów w górę. Wschód słońca ze szczytu plus wspinaczka po łańcuchach - dzień idealny!
























