Wschód słońca na Śnieżce, czyli pobudka o czwartej nad ranem

Hej, to ja, Leon! Jeszcze się Ziemia trochę przekręci i znowu zaświeci Słońce... Tak sobie myślałem, stojąc po ciemku na szlaku o piątej rano. Bo właśnie o tej godzinie - gdy wokoło było jeszcze zupełnie czarno - wyruszyłem z Karpacza w stronę Białego Jaru. Wstać trzeba było po czwartej w nocy, ale niektóre widoki są tego warte.
Niebo maluje się kolorami

Od Białego Jaru zaczęło robić się jasno i niebo ruszyło z pokazem: najpierw głęboka czerwień, potem pomarańcz, aż w końcu jasna żółć rozlała się nad grzbietem. Ziemia już się trochę zakręciła... i Słonko się pojawiło :) Minąłem Kopę i schronisko Dom Śląski, a na Śnieżce zjawiłem się kilka chwil po samym wschodzie.
Śniadanko i zjazd na jabłuszku

Na szczycie trochę wiało, więc posiedziałem chwilę na śniegu, schowany przed wiatrem za czeską pocztą - tak, na Śnieżce naprawdę działa poczta, najwyżej położona w Czechach! Po odpoczynku zszedłem do Domu Śląskiego na śniadanko, a potem wracałem do Karpacza przez Strzechę Akademicką, zimowym obejściem Białego Jaru.
A na koniec najlepsze: torem saneczkowym zjechałem na jabłuszku - super zabawa ;) Piękna pogoda i mimo pobudki po czwartej w nocy wyprawa wyszła znakomicie. Wschód słońca ze szczytu to coś, co trzeba przeżyć samemu - żadne zdjęcie tego nie odda.

