Śnieżka przez Sowią Dolinę: drugie śniadanie mistrza i zabite dechami schronisko

Hej, to ja, Leon! Na Śnieżkę prowadzi wiele dróg, a ja lubię za każdym razem wybierać inną. Dziś padło na wariant od wschodu: z Karpacza-Wilczej Poręby podreptałem czarnym szlakiem przez Sowią Dolinę oraz Sowią Przełęcz do czeskiego schroniska Jelenka. Tam zjadłem drugie śniadanie mistrza - bo mistrz musi mieć siłę na atak szczytowy ;)
Atak szczytowy Drogą Przyjaźni

Z pełnym brzuchem ruszyłem przez Czarną Kopę i Czarny Grzbiet, Drogą Przyjaźni, prosto na Śnieżkę. Na szczycie bezwietrzna, piękna, wręcz letnia pogoda - w połowie października! I najciekawsze: po północnej, polskiej stronie niebo bez jednej chmurki, a strona czeska przykryta gęstą pierzynką z chmur. Stałem dokładnie na granicy dwóch pogód naraz.
Poszukiwania jajka w żurku

Po odpoczynku dałem susa do Domu Śląskiego na żurek - w którym po długich poszukiwaniach odnalazłem kawałek jaja ;) Jupi! Po obiadku wymarsz i moim GSS-em dotarłem najpierw na Symboliczny Cmentarz Ofiar Gór w Kotle Łomniczki, gdzie jak zwykle zatrzymałem się na chwilę zadumy.
A potem zszedłem do schroniska nad łomniczką - celowo piszę z małej litery, bo ze schroniska została buda zabita dechami :( Wrrrr! Jeszcze w maju biegłem tu do mety Biegu do Kotła Łomniczki i wszystko działało. Nawet nie przystanąłem, tylko szybko ewakuowałem się żółtym szlakiem do Wilczej Poręby. Pogoda rewelacyjna, na nogach około 16 km i równo 1024 metry w górę - i tyle samo w dół.

















