Babia Góra we mgle, czyli wschód, którego nie było

Hej, tu Leon! Wyszliśmy z tatkiem na Babią Górę po ciemku, żeby zdążyć na wschód słońca. Słońca ostatecznie nie było, bo wszystko zasnuło się chmurami - a i tak był to jeden z lepszych dni tamtego lata.
Nocą z Przełęczy Krowiarki
Wycieczkę zaczęliśmy na Przełęczy Krowiarki o bardzo wczesnej godzinie, jeszcze przed wschodem słońca. Na szczyt prowadzi stąd czerwony szlak, czyli Główny Szlak Beskidzki. Po ciemku, gdy czołówka oświetla trzy metry przed butami, opowieści wchodzą wyjątkowo dobrze, a Babia Góra ma ich sporo. Według jednej z nich na szczycie zbierały się na sabaty czarownice, czyli baby, i stąd miałaby się wziąć nazwa: góra bab. Kapryśną pogodę, nagłe mgły i wichury, tłumaczono właśnie ich czarami. Nie bez powodu górale mówili na nią Matka Niepogód.
Ruiny schroniska i Grób Nieznanego Żołnierza
Pod szczytem, na wysokości 1616 metrów, mija się ruiny pierwszego schroniska na Babiej Górze. Postawiło je w latach 1904-1905 niemieckie towarzystwo turystyczne Beskidenverein. Po wojnie zostało rozszabrowane i rozebrane, a w 1948 roku spłonęło. Zostały z niego głównie kamienie w trawie, ale widać, gdzie były ściany. Trzeba trochę wyobraźni, żeby dostawić do tego ludzi, piec i kubki z herbatą.
Kawałek od szczytu, po słowackiej stronie, jest Grób Nieznanego Żołnierza. Nie wiadomo, kim był, i chyba właśnie dlatego ten grób tak mocno zapada w pamięć. Ktoś kiedyś zginął tak wysoko w górach, a ktoś inny postanowił, że nie zostanie zapomniany, choć nie znał jego imienia.
Na Markowe Szczawiny
Na szczycie siedzieliśmy we mgle, a słońce, jeśli w ogóle wzeszło, zrobiło to gdzieś za chmurami. W drodze powrotnej zszedłem razem z tatą do schroniska Markowe Szczawiny. Tam zrobiliśmy sobie przerwę na herbatkę i ciastko. Wtedy poznałem Kubę, też w moim wieku. Razem bawiliśmy się na podwórku, a tata rozmawiał z jego rodzicami. To był naprawdę fajny czas!
Diablak i niedokończony zamek
Drugie imię Babiej Góry, Diablak, tłumaczy się legendą, którą zapamiętałem najlepiej: diabeł budował tu kamienny zamek dla zbójnika, tylko kogut zapiał za wcześnie i robota została nieskończona. Te wszystkie głazy na szczycie to według opowieści właśnie jego niedokończony zamek. Jak się siedzi we mgle wśród takich kamieni, to całkiem nieźle się w to wierzy ;)
Kilka rzeczy, które warto wiedzieć, jeśli ktoś chce iść tak jak my, po ciemku na wschód słońca:
- Czołówka to podstawa, a zapasowe baterie też się przydają. Z Krowiarek wychodzi się jeszcze w nocy.
- Nawet latem na szczycie bywa zimno, a przed świtem jest najzimniej. Ciepła kurtka i czapka w plecaku nie zawadzą.
- Babia Góra naprawdę zasługuje na przezwisko Matka Niepogód: mgła potrafi przyjść w kilka minut. Wtedy lepiej trzymać się szlaku i nie szukać skrótów.
- Wschodu nikt nie gwarantuje. Warto mieć w planie coś jeszcze, na przykład śniadanie w schronisku na Markowych Szczawinach.
I jeszcze jedno, czego się tamtego dnia nauczyłem: wyprawa nie musi się udać, żeby była udana. Wschodu nie zobaczyłem, za to poznałem Kubę i usłyszałem o czarownicach oraz o diable z kogutem. Zresztą rok wcześniej wschód z tego samego szczytu wyszedł idealnie, więc nie miałem prawa narzekać. Góra po prostu raz daje, a raz nie.
Cześć i do zobaczenia na szlaku!