Wyprawa na Ještěd i styk trzech państw

Leon na zaśnieżonej drodze, w tle wieża na szczycie Ještědu

Hej, to ja, Leon! Dziś wyprawa na Ještěd - najwyższy szczyt Grzbietu Jesztedzkiego. Zacząłem na przełęczy Tetřeví sedlo, początkowo zielonym szlakiem, a potem na krzyżówce odbiłem na niebieski, w pięknie zaśnieżony las.

Leon wskazuje wieżę na Ještědzie widoczną zza ośnieżonych świerków

Doszedłem do turystycznej wiaty, skąd czerwonym szlakiem dostałem się na sam szczyt Ještědu. Pogoda ładna, chmury nie zasłaniały widoków - w oddali widziałem nawet moje Karkonosze! Powrót na Tetřeví sedlo zielonym szlakiem (asfaltem), a po drodze spotkałem piękne duże skały o nazwie Malý Matterhorn.

Rakieta na szczycie

Szczyt Ještědu wygląda inaczej niż wszystkie góry, na jakich byłem. Zamiast krzyża, tabliczki albo kamiennej wieży stoi na nim wielki biały stożek, który wygląda, jakby ktoś przedłużył górę do góry. I dokładnie o to chodziło: architekt Karel Hubáček zaprojektował budynek tak, żeby płynnie kontynuował kształt szczytu. W środku jest hotel z restauracją, a wyżej nadajnik telewizyjny.

Historia tego budynku zaczęła się od pożaru. W styczniu 1963 roku spłonęło stare schronisko i trzeba było postawić coś nowego, a przy okazji zmieścić maszt nadawczy. Zamiast robić dwie rzeczy obok siebie, Czesi zrobili jedną. Sam projekt powstawał trzy lata, budowa trwała siedem, a jeszcze przed jej zakończeniem, w 1969 roku, praca dostała nagrodę Perreta od Międzynarodowej Unii Architektów. Do dziś to jeden z najbardziej rozpoznawalnych budynków w Czechach.

W środku jest równie dziwnie jak na zewnątrz. Ściany są pochylone, bo obudowa zwęża się ku górze, okna są okrągłe, a wszystko, od lamp po klamki, projektowano specjalnie do tego wnętrza. Siedzi się w kawiarni jak w rakiecie zaparkowanej na szczycie góry.

Leon na ośnieżonej drodze wśród oszronionych drzew

W drodze powrotnej do domu zajechałem jeszcze na styk trzech państw - fajna miejscówka! Pomiędzy Polską a Czechami można było przejść bez problemu po mostku, natomiast do Niemiec żadnego mostka nie było...

Trzy państwa i jeden mostek za mało

Trójstyk to punkt, w którym schodzą się granice trzech państw, i akurat ten leży na rzece. Polska i Czechy stykają się na brzegu, więc między nimi dało się przerzucić kładkę, ale niemiecka strona jest za wodą, po drugiej stronie Nysy Łużyckiej. Można stać kilkanaście metrów od Niemiec, machać do nich ręką i nie dojść tam inaczej niż wpław albo objazdem przez most kilka kilometrów dalej.

I tak w jeden dzień wyszła całkiem niezła kolekcja: rano czeski szczyt z rakietą na czubku, po południu trzy państwa naraz i jeden mostek za mało ;)