Dzisiaj szedłem sobie spokojnie, a Duch Gór do mnie powiedział: „dalej nie pójdziesz”. Ja go nie słucham, idę dalej... to mi sypnął gradem po głowie :) Mówił dalej, i błyskał... zawróciłem ;) Uspokoił się ;)

A tak zupełnie poważnie: burza w górach to nie żarty. Grzbiet jest najwyższym punktem w okolicy, więc piorun uderza właśnie tam - w człowieka idącego otwartą przestrzenią, w metalowe kijki albo w samotne drzewo. Grad, który dostałem po głowie, był tylko zapowiedzią; prawdziwe błyskawice przyszły chwilę później.

Dlatego zawróciłem i wcale nie uważam tego za porażkę. Doświadczeni turyści powtarzają, że góry nigdzie nie uciekną, a szczyt zawsze będzie tam, gdzie jest. Duch Gór miał tego dnia rację - a że lubi mówić w sposób dosadny, to już inna sprawa ;)

Duch Gór w akcji - grad na szlaku