Leon z tatkiem na ławce przed ścianą ze szklanych bloków przy schronisku

Dzisiaj to ja zabrałem tatę na lody. A że najlepiej smakują na wysokości - poszliśmy po nie na sam szczyt Śnieżki!

Zwykle jest odwrotnie: to dorośli zabierają dzieci na lody, gdzieś do cukierni albo do budki na deptaku. U nas wyszło inaczej. Ja wybrałem miejsce, ja wyznaczyłem trasę, a tatko tylko szedł za mną i sapał ;) Trzeba przyznać, że po lody na wysokość 1603 metrów nie chodzi się codziennie.

Za to smakują wtedy zupełnie inaczej. Nie dlatego, że są lepsze - są dokładnie takie same jak na dole. Chodzi o to, co się do nich dostaje w pakiecie: wiatr, który próbuje zwiać czapkę, chmury przelatujące pod stopami i świadomość, że każdy metr tej wysokości trzeba było przejść na własnych nogach. Lody zjedzone po podejściu smakują na tyle lepiej, że gotów jestem powtarzać ten eksperyment do końca życia.