Tajemnicza wyprawa na Kościelec
- Długość trasy
- 20 km
- Suma podejść
- 1600 m
- Sposób
- pieszo

Cześć, tu znowu Leon! Plan na ten dzień był skromny: Nosal i Krupówki. Skończyło się na Kościelcu, 2155 metrów, z uprzężą i liną. Tak wygląda wyprawa, w której plan przegrywa z widokiem ze szczytu, na który akurat patrzysz.
Zmiana planów na Nosalu
Wyprawa rozpoczęła się na campingu w Zakopanem. Miałem zwiedzić Nosal, ale gdy zobaczyłem w oddali inną górkę, nie mogłem się powstrzymać! Tym razem celem była wyższa i bardziej tajemnicza góra - Kościelec, o wysokości 2155 m n.p.m. w Tatrach Wysokich.
Pierwszy etap: z campingu do Kuźnic
Trasa wyprawy wiodła przez Nosal, Nosalową Przełęcz do Kuźnic. W Kuźnicach zmieniłem kolor szlaku z zielonego na niebieski i ruszyłem dalej.
Drugi etap: przez Boczań i Przełęcz między Kopami na Halę Gąsienicową
Na niebieskim szlaku przeszedłem przez Boczań oraz Przełęcz między Kopami, aż dotarłem na Halę Gąsienicową. Tam znajduje się Schronisko Murowaniec, gdzie odpocząłem chwilę przed dalszym marszem.
Kamień Karłowicza
Kościelec ma swoją historię, ale nie jest to bajka o smoku, tylko rzecz zupełnie prawdziwa i smutna. 8 lutego 1909 roku ze wschodnich zboczy Małego Kościelca zeszła lawina i zginął pod nią Mieczysław Karłowicz, kompozytor, który chodził po Tatrach sam, na nartach, i sam znakował nowe szlaki.
W miejscu wypadku leży granitowy głaz z napisem: „Mieczysław Karłowicz tu zginął porwany śnieżną lawiną d. 8 lutego 1909”, a pod spodem łacińskie „Non omnis moriar”, czyli „nie wszystek umrę”. Wykuto tam też góralską swastykę, znak, którym Karłowicz oznaczał wytyczone przez siebie ścieżki.
Najważniejsze jest jednak to, co stało się potem. Karłowicz razem z Mariuszem Zaruskim namawiał wcześniej do założenia górskiego pogotowia. Poszukiwanie jego ciała pod lawiną uznaje się dziś za pierwszą akcję TOPR. Czyli ratownictwo w Tatrach zaczęło się w praktyce od człowieka, który sam o nie zabiegał.
Trzeci etap: wspinaczka na Kościelec
Po krótkim odpoczynku na Hali Gąsienicowej ruszyłem w stronę Kościelca. Przed wspinaczką na szczyt zatrzymałem się przy Czarnym Stawie Gąsienicowym, gdzie zebrałem siły na dalszą drogę. Wejście na sam Kościelec z Czarnego Stawu przez przełęcz Karb zajęło mi około dwie godziny. Szlak był bardzo trudny, ale dzięki zabezpieczeniu w postaci uprzęży, liny i kasku udało mi się bezpiecznie dotrzeć na szczyt.
Czwarty etap: zejście z Kościelca i powrót do Zakopanego
Zejście z Kościelca odbyło się trochę szybciej niż wejście, gdyż poszedłem w stronę Zielonego Stawu Gąsienicowego. Następnie przeszedłem przez Roztokę Stawińską, Halę Gąsienicową, Przełęcz między Kopami, wzdłuż Potoku Jaworzynka, aż wróciłem do Zakopanego na camping.
Wspomnienia i podsumowanie
Podczas całej wyprawy przebyłem około 20 km i pokonałem łącznie ponad 1600 metrów przewyższenia. Po drodze zatrzymałem się na pysznej obiadokolacji w Młynie. Wyszło z tego dwadzieścia kilometrów i ponad 1600 metrów podejść - a wszystko dlatego, że z Nosala spojrzałem w złą, to znaczy w dobrą stronę.
Ważne informacje przed wyprawą na Kościelec
Przed wyruszeniem na Kościelec warto pamiętać o kilku istotnych sprawach:
- Na szlaku na Kościelec obowiązkowe są zabezpieczenia: uprząż, lina i kask. Szlak jest trudny i niebezpieczny, dlatego nie polecam go młodszym turystom.
- Zadbaj o odpowiednią kondycję i przygotowanie do wspinaczki, aby uniknąć problemów na szlaku.
- Sprawdź prognozę pogody przed wyjazdem. W Tatrach pogoda może szybko zmieniać się, a burza czy mgła mogą znacznie utrudnić wejście na szczyt.
- Bądź odpowiednio ubrany, z uwzględnieniem warstw, które można łatwo zdjąć lub założyć. W górach temperatury mogą być zróżnicowane, a na szlaku możemy napotkać zarówno słońce, jak i deszcz czy wiatr.
- Pamiętaj o zabraniu odpowiedniej ilości wody i przekąsek na drogę. Wyprawa na Kościelec jest dość długa, więc warto zadbać o dostęp do energii i nawodnienie.
- Informuj bliskich o swojej trasie, miejscu docelowym i planowanym czasie powrotu. W przypadku problemów lub zagubienia, będzie to istotna informacja dla ewentualnych służb ratunkowych.
I jeszcze jedno, całkiem poważnie: to nie jest szlak dla każdego. Ostatni odcinek z przełęczy Karb idzie się już rękami, po skale, a zimą albo w deszczu robi się tam naprawdę nieprzyjemnie. Kamień Karłowicza leży kilkaset metrów niżej i przypomina, dlaczego w Tatrach nie warto niczego zgrywać.