Rysy z dzieckiem od Słowacji - wejście w chmurach
- Długość trasy
- 20 km
- Suma podejść
- 1300 m
- Sposób
- pieszo

Hej, to ja, Leon! Rysy, 2499 metrów, najwyższy punkt Polski - a wchodzi się na nie od słowackiej strony, bo tamtędy jest znacznie łatwiej. Miałem wtedy pięć lat. Dwadzieścia kilometrów, 1300 metrów podejść i jedenaście godzin od parkingu do parkingu.
Początek przygody na Popradském Pleso
Wyprawa rozpoczęła się na parkingu Popradské Pleso na Słowacji. Pierwszy etap to łagodne podejście asfaltem, jakieś cztery i pół kilometra niebieskim szlakiem, na Popradzki Staw, gdzie stoi schronisko. Po krótkim odpoczynku ruszyliśmy dalej w głąb gór.
Wędrówka wśród drzew i wielkich kamieni
Kontynuowaliśmy marsz niebieskim szlakiem, wśród drzew i wąskiej, kamiennej ścieżki, aż dotarliśmy do skrzyżowania pod Żabim Potokiem. Tam skręciliśmy w prawo na czerwoną ścieżkę, prowadzącą na Rysy. Widoki z szlaku były przepiękne - wokoło Tatry Wysokie, bujna roślinność, płynące potoki i ogromne kamienie pod nogami.
Odpoczynek przy Żabich Stawach
Docieramy do Żabich Stawów, gdzie zatrzymaliśmy się na chwilę odpoczynku. Nazwa brzmi zabawnie, więc od razu zapytałem, skąd się wzięła.
Skąd te wszystkie żaby

Okazało się, że z żabami nie ma to wiele wspólnego. Na Wielkim Żabim Stawie jest niewielka skalna wysepka, która kształtem przypominała niektórym żabę. Od niego nazwano staw, a od stawu całą resztę.
A reszty jest sporo, bo „żabie” w Tatrach Wysokich rozlazło się na pół okolicy: są Żabie Stawy Mięguszowieckie, Żabi Wierch, Żabia Czuba, Żabi Mnich, a nawet cała Żabia Grań. Najzabawniejszy jest Żabi Koń, bo tę nazwę wymyślili dopiero w 1905 roku Janusz Chmielowski i przewodnik Klemens Bachleda. Bachledzie turnia skojarzyła się z koniem, a Chmielowski dołożył do tego przymiotnik „Żabi”. Czyli część tych „starych” nazw ma niewiele ponad sto lat.
Wspinaczka na Rysy
Następnie rozpoczynamy podejście pod najtrudniejszy fragment szlaku. Ubieram uprząż z lonżą i kask, tatko wiąże mnie liną do siebie i idzie tuż za mną, a ja zaczynam wspinaczkę po stalowych klamrach i łańcuchach. Ten odcinek szybko się kończy, a ja kontynuuję wędrówkę kamienną ścieżką. W końcu docieram do Chaty pod Rysami na wysokości 2250 m n.p.m., najwyżej położonego schroniska w całych Tatrach. Tam odpoczywam chwilę i korzystam z toalety z pięknym widokiem na Tatry.
Ostateczne podejście na Rysy
Wymarsz z Chaty kamienną ścieżką prowadzi do przełęczy Waga. Tutaj ścieżka coraz częściej znika, a trzeba wspinać się po skałach. W końcu docieram na polski wierzchołek, 2499 m n.p.m. Główny wierzchołek, już po słowackiej stronie, jest tuż obok i kilka metrów wyżej. Szczyt jest w chmurach, a dookoła panuje cisza i spokój, bez najmniejszego podmuchu wiatru.
Powrót przez Tatrzański Cmentarz Symboliczny
Po około 30 minutach odpoczynku na szczycie przyszedł czas na powrót. Schodzimy tą samą drogą w kierunku Popradzkiego Stawu. Następnie wybieramy żółty szlak, który prowadzi przez Tatrzański Cmentarz Symboliczny pod Osterwą. Spacerujemy wśród tabliczek upamiętniających tych, którzy stracili życie w górach. Tatko czyta mi nazwiska, aż dochodzimy do Jerzego Kukuczki - słynnego polskiego himalaisty. To miejsce napawa nas zadumą i refleksją.
Powrót na parking w blasku księżyca
Po chwili kontemplacji wracamy na parking Popradské Pleso, tym razem w blasku księżyca. Łączny czas wyprawy to około 11 godzin, z czasem wejścia na Rysy wynoszącym około 5 godzin. Przebyliśmy prawie 20 km, pokonując łącznie około 1300 m przewyższenia. Trasa była przyjemna i, wbrew pozorom, nie należała do trudnych - z wyjątkiem fragmentu z łańcuchami oraz samego szczytu.
Rysy z pięciolatkiem - co warto wiedzieć
Pięciolatek na Rysach brzmi jak przesada, więc zbieram tu, co się u nas sprawdziło, i kilka rzeczy, które trzeba wiedzieć przed wyjazdem:
- Asekuracja. Na łańcuchach i klamrach przed Chatą oraz nad przełęczą Waga miałem uprząż z lonżą i kask, a tatko prowadził mnie na linie i szedł tuż za mną. Żaden przepis tego nie wymaga, to była nasza decyzja.
- Punkt odwrotu. Warto przed wyjściem ustalić, o której godzinie albo w którym miejscu zawracacie, jeśli coś idzie nie tak. Rysy nigdzie nie uciekną, a z łańcuchów schodzi się tą samą drogą, więc siły trzeba mieć także na powrót.
- Tempo. Nie robiliśmy długich postojów byle gdzie. Odpoczywaliśmy tam, gdzie było po co: przy schronisku nad Popradzkim Stawem, przy Żabich Stawach, w Chacie pod Rysami i na szczycie. Nam z pięciolatkiem zeszło jedenaście godzin, a rok później dziewięć.
- Motywacja. Dziecku łatwiej iść, kiedy ma po drodze coś swojego: historię do usłyszenia, jak ta o żabach, albo zadanie. Przy drugim wejściu niosłem pakunek do Chaty pod Rysami i od razu miałem swój powód, żeby dojść do Chaty.
- Ubezpieczenie i dokumenty. Na Słowacji akcja ratowników jest płatna dla dorosłych (niepełnoletni są z tego zwolnieni), więc dorosłym przyda się ubezpieczenie obejmujące ratownictwo, także śmigłowcowe. Każdy, dziecko też, potrzebuje dowodu osobistego albo paszportu.
- Termin i ubranie. Szlak do Chaty pod Rysami jest zamknięty od 1 listopada do 31 maja. Na szczycie bywa zimno nawet w sierpniu, więc ciepła czapka i coś przeciwdeszczowego muszą być w plecaku.
Z całego dnia najlepiej pamiętam dwie skrajności: kompletną ciszę na szczycie w chmurach i schodzenie do parkingu przy księżycu, gdy w dolinie było już zupełnie ciemno. Jedenaście godzin, a wydawało się, że to były dwa osobne dni.