Ja, Disney, PTTK i Samotnia

Hej, to ja, Leon! Po śniadanku w Samotni wyruszyłem przez Spaloną Strażnicę do Domu Śląskiego. Po odpoczynku przeszedłem na czeską stronę do Luční boudy, skąd wróciłem na polską stronę na obiadek w Strzesze Akademickiej.

A po chwili odpoczynku - powrót do Samotni na warsztaty Disneya z PTTK! Ja, Disney, PTTK i Samotnia - lepszego towarzystwa w górach nie mogłem sobie wymarzyć :)
Pętla przez dwa kraje przed obiadem
Nocleg w Samotni ma tę zaletę, że rano nie trzeba nigdzie dojeżdżać - wychodzi się z jadalni prosto na szlak. Podejście spod Małego Stawu na Równię pod Śnieżką jest krótkie, ale ostre, więc śniadanie od razu okazało się dobrą inwestycją. Na górze wiatr przypomniał, że jesteśmy już na grzbiecie, i tak zostało do samego Domu Śląskiego.
Z Domu Śląskiego poszedłem na czeską stronę do Luční boudy. Granica biegnie tu po prostu przez łąkę i nikt jej nie pilnuje - w jednym kroku jest się w Polsce, w drugim w Czechach. Zmieniają się tylko tabliczki, kolory znaków i napisy na drogowskazach. Dla mnie to za każdym razem mała atrakcja: pół dnia, a dwa kraje w nogach.
Powrót przez Strzechę Akademicką i obiadek. Górskie schroniska mają to do siebie, że jedzenie smakuje w nich mniej więcej trzy razy lepiej niż to samo w domu, i podejrzewam, że nie chodzi wcale o kucharza, tylko o kilometry przed posiłkiem ;)
Warsztaty w schronisku
A potem najlepsze: powrót do Samotni na warsztaty. Siedzenie w starym schronisku nad Małym Stawem, przy stole, gdy za oknem robi się szaro, a w środku ciepło - to zupełnie inne wrażenie niż zwykłe zajęcia w mieście. Samotnia stoi tu od kilkuset lat i przez ten czas widziała chyba wszystko, ale wątpię, żeby wcześniej trafili do niej akurat bohaterowie Disneya ;)