Świąteczna wyprawa w Karkonosze: obiad w Domu Śląskim i ławeczka przy Samotni

Hej, to ja, Leon! Święta wielkanocne spędziłem tak, jak lubię najbardziej - na szlaku. Wyprawę rozpocząłem w Karpaczu, z parkingu przy dolnej stacji wyciągu na Kopę. Czarnym szlakiem przez Biały Jar i Kopę dotarłem do schroniska Dom Śląski, gdzie zjadłem świąteczny obiadek, popiłem i porządnie się ogrzałem.
Plany kontra wiatr

W planach było wejście na Śnieżkę, ale zimny wiatr szybko je zmienił. I bardzo dobrze - w górach plany są po to, żeby je poprawiać, gdy pogoda mówi „lepiej nie” ;) Zamiast szczytu wybrałem więc trasę po schroniskach: z Domu Śląskiego przez Spaloną Strażnicę poszedłem do Strzechy Akademickiej, gdzie wypiłem gorącą czekoladę, wpatrując się w otaczające mnie górki. Nie ma lepszego sposobu na przeczekanie wiatru.
Bujana ławeczka i zapomniane schronisko

Kolejny przystanek to Samotnia nad Małym Stawem, gdzie pobujałem się na ławeczce stojącej przy schronisku - obowiązkowy punkt każdej wizyty! Po dłuższym odpoczynku ruszyłem na Polanę. I tu ciekawostka z dreszczykiem: stało tu kiedyś schronisko Bronka Czecha, które spłonęło w 1966 roku. Zostały po nim już tylko ledwo widoczne fundamenty, powoli wchłaniane przez las. Takie miejsca zawsze dają mi do myślenia - jeszcze kilkadziesiąt lat temu tętniło tu życie, gwar turystów, zapach obiadu z kuchni... a dziś tylko kamienie w trawie.
Z Polany doliną Pląsawy zielonym szlakiem wróciłem do Karpacza. Świąteczna wyprawa bardzo udana! W wyższych partiach Karkonoszy panuje jeszcze zima - pokrywa śniegu miejscami przekracza metr. Słonko ładnie ogrzewało, choć zimny wiatr dawał o sobie znać. Na nogach około 15 km i 800 metrów przewyższenia.












