Borowa, czyli ostatni szczyt mojej Korony Sudetów!

Hej, to ja, Leon! Są takie dni, które pamięta się na zawsze - i dzisiejszy właśnie taki jest. Wyprawa w Góry Wałbrzyskie, na ich najwyższy szczyt Borową. A Borowa to nie byle jaka górka: to mój OSTATNI do zdobycia szczyt Korony Sudetów! Dwudziesty pierwszy z dwudziestu jeden. Rok wędrówek po polskich i czeskich Sudetach właśnie domykał się w jedną całość.

Początek i koniec wyprawy na stacji Wałbrzych Główny. Żółtym szlakiem doszedłem do ruin Zamku Nowy Dwór na Zamkowej Górze - kolejnej warowni, po której zostały tylko mury i pytania, kto tu kiedyś wyglądał przez okna. Z przełęczy Koziej ruszyłem nowo wymalowanym czarnym szlakiem prosto na Borową - mega ostrym podejściem, jakby góra chciała sprawdzić, czy na pewno zasłużyłem na ten finał ;)

Na szczycie wdrapałem się na wieżę widokową i podziwiałem okoliczne górki - a w myślach odhaczałem te wszystkie, na których już stałem. Powrót łagodniejszym czerwonym szlakiem, potem niebieskim przez Kozioł, Wołowiec, Mały Wołowiec i Dłużynę na przełęcz Szybką, a stamtąd leśnymi ścieżkami na dworzec. Łącznie ponad 12 km i około 800 metrów przewyższenia. W poniedziałek wysyłam książeczkę Korony do weryfikacji, a teraz... biegnę na Noc Muzeów na Chojnik :)














