Wyprawa w Góry Kamienne: Waligóra i naleśnik w Andrzejówce

Hej, to ja, Leon! Znacie bajkę o Waligórze i Wyrwidębie? Jeden przewracał góry, drugi wyrywał dęby z korzeniami - dwaj bracia-siłacze, którzy razem pokonali smoka. Dziś poszedłem sprawdzić górę, która nosi imię tego pierwszego! Wyprawa w Góry Kamienne zaczęła się na rynku w Mieroszowie. Za nieczynną stacją kolejową czekało mnie bardzo strome podejście na górę Jatki, a potem równie strome podejścia i zejścia pod Wysadę, Kuzel i Kopicę - jakby sam Waligóra poustawiał je tu na próbę dla wędrowców ;)

Szlak prowadził wzdłuż granicy z Czechami - w trawie znalazłem całkiem pokaźną rodzinę maślaczków. Będzie co jeść :) Od Granicznika ruszyłem na przełęcz i na sam szczyt Waligóry (936 m n.p.m.) - najwyższy punkt dzisiejszej trasy i mój siódmy szczyt z 21 do Korony Sudetów! Stromym zejściem dotarłem na Przełęcz Trzech Dolin do Schroniska Andrzejówka, gdzie czekała nagroda: pyszny naleśnik z jagódkami.
Wracałem przez ruiny XIII-wiecznego Zamku Radosno - została po nim wieża i zdewastowane piwnice, w sam raz dla wyobraźni: kto tu mieszkał? Czego pilnował? Po drodze poznałem też smutną, prawdziwą historię niemieckiego obozu z czasów wojny na przedmieściach Mieroszowa, gdzie zginęło 515 jeńców. Na nogach 22 km i 850 metrów przewyższenia. Pogoda jesienna - zero słońca, trochę wiało i miejscami padało - ale trasa bardzo ciekawa.




















