Bukowe Berdo i Krzemień: ponad 500 schodów w dół

Hej, to ja, Leon! Moje Bieszczady... czwarty dzień wypraw i czwarta zupełnie inna trasa. Dzisiaj niebieskim szlakiem z Widełek do Wołosatego. Na początek tradycyjne mega podejście - w Bieszczadach każdy dzień zaczyna się tak samo ;) - a potem już względnie łagodnie przez Widełki (tym razem górę, nie przystanek), Szołtynię i Połoninę Dźwiniacką.
Skalne grzbiety Bieszczadów

Dalej Bukowe Berdo i Krzemień - i tu Bieszczady pokazują swoją inną twarz. Zamiast miękkich trawiastych fal pojawiają się skalne żebra sterczące z grzbietu jak grzbiet śpiącego smoka. To tzw. berda, czyli wychodnie twardych piaskowców, które przetrwały erozję. Wygląda to zupełnie inaczej niż na połoninach!
Pięćset schodów w dół

Z Krzemienia zaczęło się zejście - i to jakie! Ostro w dół po schodach. Liczyłem stopnie i doliczyłem do ponad 500, ale było ich więcej, bo nie wszystkie zdążyłem policzyć ;) Zejście wyprowadziło mnie na Przełęcz Goprowską, a potem znowu podejście pod Przełęcz pod Tarnicą. Tym razem na samą Tarnicę nie wchodziłem - byłem tam dwa dni temu - tylko ostro w dół do Wołosatego.
Pogoda dziś rewelacyjna. Na nogach 16 km i ponad 1000 metrów w górę. Po wyprawie obiadek: talerz pierogów, oscypków i pasztetu... mniam ;) A wieczorem Wołosaty mnie obmywa - kąpiel w górskim potoku po takim dniu to czysta rozkosz!














