Leon z lampionem na Sokoliku o zachodzie słońca

Hej, to ja, Leon! Dzisiaj słonku mówię dobranoc na Sokoliku. Zimowy zachód w Rudawach Janowickich to widok, który wynagradza całe podejście po oblodzonych stopniach.

Sokolik to jedna z tych gór, na które wracam najczęściej - byłem tu z Kursem Przewodników Sudeckich, byłem latem i jesienią, a teraz zimą. Granitowe wieże Sokolików wyglądają o tej porze roku jak zamki z lodu, a widok z platformy na szczycie sięga aż po Karkonosze. Trzeba tylko dobrze się trzymać, bo wiatr potrafi tu porządnie zawiać!

Sokolik zimą: klamry i oblodzone stopnie

Zimą wejście na sam wierzchołek jest zupełnie inną historią niż latem. Kamienne stopnie znikają pod śniegiem, a te, które widać, bywają zalodzone. Idzie się wolniej, trzyma mocniej klamer i patrzy, gdzie stawia buty. Ostatnie metry robi się już bardziej rękami niż nogami, ale nagroda czeka od razu za krawędzią.

Krótki zimowy zachód słońca

Zachód o tej porze roku jest bardzo krótki. Słońce schodzi za Karkonosze szybko, kolory zmieniają się z pomarańczowego na różowy, a potem robi się siny mrok i temperatura leci w dół. Trzeba mieć w plecaku czołówkę, bo zejście z Sokolika po ciemku bez światła to zły pomysł.

Za to widok wynagradza wszystko. Z góry patrzy się na cały grzbiet Rudaw, na Zamek Bolczów gdzieś w dole, na światła Janowic i Karpnik zapalające się jedno po drugim. W takiej chwili nie chce się wracać do domu, choć wiadomo, że trzeba.