GSS odcinek 2: Szklarska Poręba - Dom Śląski, czyli grzbietem Karkonoszy

Hej, to ja, Leon! Główny Szlak Sudecki, odcinek drugi - i to jaki! Wstałem wcześnie rano i pobiegłem na poranny pociąg do Szklarskiej Poręby. Chwilę po ósmej ruszyłem czerwonym szlakiem wzdłuż drogi do Kruczych Skał, a potem lasem do Wodospadu Kamieńczyka - najwyższego w polskich Karkonoszach. To w jego skalnym wąwozie kręcono sceny do „Opowieści z Narnii”, a dawni Walończycy podobno ukryli za ścianą wody wejście do skarbca. Po drugim śniadaniu przy schronisku czekało mnie ostre podejście na Halę Szrenicką i Trzy Świnki - tym razem samą Szrenicę minąłem.

A potem zaczęła się prawdziwa królewska trasa grzbietem Karkonoszy: Twarożnik, Czarcia Ambona, trawers Wielkiego Szyszaka - swoją drogą najlepsza kamienna ścieżka, jaką kiedykolwiek szedłem - Śmielec, Czeskie i Śląskie Kamienie. Pogoda rewelacyjna, więc co chwilę meldowałem: „Śnieżka gdzieś tam jest... znajdę ją!” ;) Obiadek zjadłem w schronisku Odrodzenie na Przełęczy Karkonoskiej, a po nim minąłem Małego Szyszaka, Tępy Szczyt i Smogornię, aż dotarłem do Słonecznika - kamiennego zegara dawnych pasterzy.

Dalej Wielki Staw widziany z góry, zaraz po nim Mały Staw z Samotnią w dole - widoki jak z pocztówki. Przez Spaloną Strażnicę dotuptałem do Strzechy Akademickiej, gdzie zaklepałem spanko. Ale to nie koniec: po wybraniu łóżka wróciłem na szlak i doszedłem GSS-em do Domu Śląskiego, a stamtąd - całkiem gratisowo, choć też na czerwono - wszedłem na Śnieżkę! Powrót do Strzechy przez Kopę i Biały Jar. Na nogach 35 km i 1750 metrów przewyższenia (z czego GSS: 26 km i 1300 m). Dzień absolutnie pełny gór.


























