Cześć! Tu Leon! Dziś wyprawa szlakiem Tadeusza Stecia, z Jeleniej Góry aż na Słonecznik. Dwadzieścia cztery kilometry, tysiąc pięćset metrów podejść i tyle historii po drodze, że można by z tego zrobić osobny przewodnik.

Słonecznik w Karkonoszach - najwyższy punkt na szlaku imienia Tadeusza Stecia

Tadeusz Steć był przewodnikiem sudeckim, o którym mówiono „przewodnik przewodników”. Pisał przewodniki po tych górach, współtworzył GOPR w Sudetach i wyszkolił całe pokolenia przewodników. Od 2016 roku jego imię nosi żółty szlak z Jeleniej Góry na Słonecznik. Idąc oznakowaną ścieżką, rzadko się myśli o ludziach, którzy szlaki wymyślają, opisują i znakują. Tutaj przypomina o tym sama nazwa.

Jest jeszcze jedna rzecz, przez którą ten szlak jest dla mnie trochę osobisty. Pan Steć mieszkał w Cieplicach, na tym samym osiedlu co ja. Nie mogłem go poznać, bo zginął w 1993 roku, prawie dwadzieścia lat przed moim urodzeniem. Ale fajnie jest wyjść na szlak, który wymyślił ktoś z sąsiedztwa.

Wystartowałem od dworca w Jeleniej Górze i poszedłem żółtym szlakiem. Trasa jest długa, ale ułożona sprytnie: prowadzi od jednego ciekawego miejsca do drugiego, więc idzie się od zamku do kaplicy, od kaplicy do skał, i ani przez chwilę nie jest nudno.

Witosza i cokół po wieży Bismarcka

Pierwszy przystanek to Witosza nad Staniszowem. Na szczycie został już tylko cokół: od 1901 roku stała tu wieża ku czci Bismarcka, pierwszego kanclerza zjednoczonych Niemiec, aż w 1947 roku wysadzili ją saperzy. Z góry dobrze widać Karkonosze, czyli cel na koniec dnia.

Cokół wieży Bismarcka na Witoszy

Schodząc z Witoszy, mija się jej skałki, między innymi Ucho Igielne i Pustelnię. Witosza ma tylko 484 metry, ale jak na taką górkę skał ma zaskakująco dużo.

Wzgórze Grodna i Zamek Księcia Henryka

Następna jest Grodna, najwyższe wzniesienie Wzgórz Łomnickich, a na niej Zamek Księcia Henryka. Tylko że to nie jest prawdziwy zamek. Postawiono go w 1806 roku od razu jako ruinę, bo w tamtych czasach modnie było mieć na swoim wzgórzu „średniowieczne” zwaliska, nawet jeśli miały parę lat. Kazał go postawić książę Henryk XXXVIII Reuss, któremu Staniszów wniosła w posagu żona, a budowę skończono w 1818 roku.

Zamek księcia Henryka na Wzgórzu Grodna

Na górę wieży prowadzą wąskie metalowe schody, którymi wchodzi się po jednym, bo dwie osoby się tam nie miną. Z góry widać Karkonosze i zalew Sosnówka.

Kaplica św. Anny i Dobre Źródło

Z Grodnej szlak prowadzi przez Sosnówkę na zbocze Grabowca, do kaplicy św. Anny. Legenda mówi, że dawniej było tu miejsce pogańskiego kultu, a ślad po tamtych czasach został w nazwach okolicy: Ścieżka Czarownic, Pogańska Dolina.

Kaplica świętej Anny na zboczu Grabowca na szlaku imieniem Tadeusza Stecia

Pierwsza, drewniana kaplica stała tu już na początku XIII wieku i była niszczona w czasie wojen husyckich i trzydziestoletniej. Dzisiejsza, murowana, powstała w latach 1718-1719: to barokowa rotunda na planie elipsy. W 1812 roku przeniesiono do niej ołtarz z rzeźbą św. Wawrzyńca z kaplicy na szczycie Śnieżki.

Ołtarz stoi nad Dobrym Źródłem, nazywanym też Źródłem Miłości. Jego wodzie od wieków przypisywano moc leczenia, a najbardziej znana legenda mówi, że kto nabierze jej do ust i siedem razy obejdzie kaplicę, ten będzie szczęśliwy w miłości.

Obok jest gospoda, ławy i taras z widokiem na Kotlinę Jeleniogórską. To dobre miejsce na dłuższy postój, bo za kaplicą zaczyna się bardziej górska połowa trasy.

Karpacz i Świątynia Wang

Przez Czoło szlak schodzi do Karpacza, prosto pod Świątynię Wang. Ten drewniany kościół zbudowano na przełomie XII i XIII wieku w Norwegii, w miejscowości Vang. Kupił go król pruski Fryderyk Wilhelm IV i w 1842 roku świątynia stanęła w Karpaczu.

Świątynia Wang w Karpaczu na szlaku imienia Tadeusza Stecia

Świątynia jest cała z drewna i złożona bez gwoździ, na samych złączach ciesielskich. W środku są bogato rzeźbione belki. Trudno uwierzyć, że ten kościół stał kilkaset lat w norweskiej wsi, zanim rozebrano go na części i złożono z powrotem tutaj.

Polana i Pielgrzymy

Za Wangiem zaczyna się prawdziwe podejście: najpierw na Polanę, skąd widać Kotlinę Jeleniogórską, którą przeszliśmy rano, a potem do Pielgrzymów, trzech granitowych baszt w lesie. Najwyższa ma około 25 metrów.

Pielgrzymy w Karkonoszach

Nazwa wzięła się stąd, że skały z daleka przypominają postacie w habitach, idące jedna za drugą. Dawniej mówiono na nie też Trzy Wdowy, Trzy Turnie albo Trzy Kamienie, a w 1757 roku piorun rozłupał część skał. W granicie widać kociołki wietrzeniowe, czyli zagłębienia wyżłobione przez wodę i mróz. Kiedyś wierzono, że wydrążyli je poganie, żeby składać w nich ofiary swoim bogom.

Przewodnicy opowiadają na szlaku jeszcze dwie historie. Według pierwszej to trzej pielgrzymi, którzy szli do Świątyni Wang i obiecali po drodze nie pić. Nie wytrzymali, na postoju zaczęli biesiadować, a Liczyrzepa, duch Karkonoszy, za karę zamienił ich w kamień. Według drugiej, kiedy Pielgrzymy dojdą kiedyś do morza, nastąpi koniec świata. Na razie stoją w miejscu, więc chyba nie ma pośpiechu.

Słonecznik, czyli Kamień Południa

Ostatni punkt to Słonecznik, 1423 metry, grupa spękanych granitowych skałek nad Wielkim Stawem, przy czerwonym szlaku między schroniskami Odrodzenie i Dom Śląski. Widać go z dołu z Karpacza, Borowic i Przesieki.

Leon pod granitowymi skałami Słonecznika

Nazwa ma bardzo praktyczne pochodzenie. Dla mieszkańców Podgórzyna, Przesieki i Borowic słońce stało nad tą skałą w południe, stąd niemiecka nazwa Mittagstein, czyli Kamień Południa. Można było sprawdzać godzinę, patrząc w góry.

Potem skała zmieniała nazwy razem z historią. W 1942 roku, na 80. urodziny pisarza Gerharta Hauptmanna, Towarzystwo Karkonoskie przemianowało ją na Głaz Gerharta Hauptmanna. Po wojnie przez krótki czas nazywała się Głazem Tetmajera, aż w końcu została Słonecznikiem.

Dzień w cudzych pomysłach

Najlepsze w tej trasie jest to, że przez cały dzień idzie się przez cudze pomysły. Sztuczna ruina na Grodnej, kaplica postawiona na miejscu pogańskiego kultu, kościół przywieziony z Norwegii, skała przemianowana na cześć pisarza, a wszystko spięte szlakiem, który wymyślił jeden człowiek. Dwadzieścia cztery kilometry, a w zasadzie kilkaset lat.

Trasa: Jelenia Góra, PKP - Słonecznik | mapa-turystyczna.pl
Widok na Śnieżkę z okolicy Słonecznika

Jedna rada na koniec: nie planujcie tego na pół dnia. Nie dlatego, że trasa jest trudna, tylko dlatego, że przy co drugim punkcie chce się zostać dłużej, niż zakładał plan.