Turniej rycerski na Zamku Chojnik

Leon na dziedzińcu zamku Chojnik podczas turnieju rycerskiego, w tle chorągwie i zbroje

Hej, to ja, Leon! Po śniadaniu szybciutko ruszyłem na Turniej Rycerski na Zamku Chojnik. Z Sobieszowa pod górę czarnym szlakiem przez Zbójeckie Skały - tym razem z przejściem przez jaskinię! - a w dół zielonym przez Głazowisko.

Leon przed rycerzem w zbroi na turnieju na zamku Chojnik

Na zamku prawdziwe średniowiecze: pokazy walk, szczęk mieczy o tarcze i Turniej o Złoty Bełt, czyli zawody kusznicze ze strzelaniem do jabłka! Pomyśleć, że to na tych samych murach, z których rycerze objeżdżali kiedyś przepaść dla ręki Kunegundy... Dziś na szczęście rywalizuje się bezpieczniej - kuszą do jabłka, a nie koniem nad urwiskiem ;)

Legenda o Kunegundzie

Skoro już o Kunegundzie mowa, to opowiem tę historię w całości, bo jest jedną z najbardziej znanych w Karkonoszach. Miała być córką pana na Chojniku, piękną i bardzo dumną. Kandydatów na męża nie brakowało, ale ona postawiła warunek: poślubi tylko tego, kto objedzie konno mur zamku dookoła. Problem w tym, że mur biegnie po samej krawędzi urwiska, a pod nim jest kilkadziesiąt metrów pionowej skały.

Kolejni rycerze próbowali i kolejni spadali. W końcu znalazł się jeden, któremu się udało. Objechał cały mur, zsiadł z konia, spojrzał na Kunegundę i powiedział, że nie chce jej za żonę, a zrobił to tylko po to, żeby udowodnić, że się da. Podobno wtedy dumna panna sama rzuciła się w przepaść. Ta legenda ma zresztą kilka zakończeń: w innych wersjach Kunegunda idzie do klasztoru odpokutować albo porywa ją diabeł, który przybrał postać pięknego rycerza. Historycy mówią, że to wymyślona opowieść, ale gdy stanie się na tym murze i spojrzy w dół, człowiek jakoś nie ma ochoty sprawdzać ;)

Zamek, który spłonął

Sam zamek jest ruiną od ponad trzystu lat. Postawił go w czternastym wieku książę Bolko II Mały, żeby pilnować drogi handlowej wiodącej z Czech do Jeleniej Góry. Potem przez blisko dwieście pięćdziesiąt lat należał do rodu Schaffgotschów, którzy przebudowali go na wygodną rezydencję. Koniec przyszedł 31 sierpnia 1675 roku: piorun uderzył w dach wieży, wybuchł pożar i zamku nikt już nie odbudował. Ludzie go nie zdobyli, poradziła sobie z nim dopiero burza. Zamiast tego, gdy w Karkonosze zaczęli przyjeżdżać turyści, ruina okazała się atrakcją i tak zostało do dziś: jedna z najstarszych karkonoskich atrakcji turystycznych to zamek, który spłonął.

Podejście na Chojnik jest krótkie, ale strome, a ostatni odcinek prowadzi między głazami. Na szczycie stoi wieża, na którą trzeba wejść po drewnianych schodach, i to z niej widać najlepiej, jak sprytnie wybrano to miejsce: z jednej strony Kotlina Jeleniogórska jak na dłoni, z drugiej ściana Karkonoszy, a dookoła stroma góra, na którą nikt nie wejdzie niepostrzeżenie.