Kopalnia Podgórze, czyli szukam uranu z młotkiem w ręku

Hej, to ja, Leon! Pamiętacie, jak nie wpuścili mnie do kopalni w Krobicy, bo za młody? No to proszę: wczoraj po godzinach odwiedziłem Kopalnię Podgórze w Kowarach - i to od razu trasę ekstremalną! Uzbrojony w prawdziwe narzędzie górnicze, czyli młotek, ruszyłem w ciemne korytarze. Na trasie sporo błotka i wody, i oczywiście ciemno, choć oko wykol :)

Stukałem, pukałem po ścianach jak prawdziwy gwarek. Postukałem po żyłach kwarcu i odłupałem sobie trochę ciężkich, ładnych okazów do kolekcji. Był też piryt i ładny otoczak - ale ten to chyba ktoś tam podrzucił :) Uranu nie znalazłem... ale to kwestia czasu. Na pewno następnym razem!
Trasa ekstremalna nazywa się tak nie bez powodu. Nie była wtedy częścią zwykłego zwiedzania, więc tym bardziej się cieszyłem, że mogłem wejść. Nie ma tu wygładzonych chodników ani lampek pod sufitem, tylko kask, czołówka, kalosze i korytarz taki, jaki zostawili po sobie górnicy. Miejscami woda sięga wysoko, miejscami trzeba się schylić albo przecisnąć bokiem, a pod nogami chlupie ruda glina. Wracasz ubłocony od stóp do głów i bardzo z siebie zadowolony.
Żelazo, potem uran
Górnictwo w Kowarach jest dużo starsze niż uran. Kuto tu w skale od średniowiecza, i to po rudy żelaza, którymi to miasto stało przez całe wieki. Uran wpadł w ręce zupełnie przypadkiem: natrafili na niego Niemcy w latach dwudziestych, przy pogłębianiu szybu w trakcie wydobycia żelaza.
Na poważnie zabrano się do tego po wojnie. W 1948 roku podpisano tajne polsko-radzieckie porozumienie i powołano spółkę o niewiele mówiącej nazwie: Zakłady Przemysłowe R-1 z siedzibą w Kowarach. Ruda jechała stąd do Związku Radzieckiego, na program atomowy, a mieszkańcy nie wiedzieli, co dokładnie wyjeżdża z ich miasta w wagonach. Górnicy pracowali w pyle i wilgoci, bez takiej ochrony, jaką dziś uznano by za konieczną, a o skutkach dowiedziano się dopiero po latach.
Dziś to jedno z tych miejsc, gdzie historia leży dosłownie pod ręką. Stukasz młotkiem w ścianę, odłupujesz kawałek kwarcu do kolekcji, a przy okazji dotykasz skały, z powodu której cała ta góra przez kilkanaście lat nie istniała na żadnej mapie.