Źródła Sanu w deszczu: ruiny cerkwi, grobowiec hrabiny i granica z Ukrainą

Hej, to ja, Leon! Moje Bieszczady... dzisiaj mokre ;) Ale pogoda mi niestraszna, więc w ten piękny deszczowy dzień śmignąłem na źródło rzeki San. Z parkingu w Bukowcu prowadzi tam ścieżka dydaktyczna licząca około 11 kilometrów w jedną stronę - czyli 22 km w obie. W deszczu, po błocie. Idealnie ;)
Ślady po tych, których już nie ma

To nie jest zwykły spacer - to wędrówka przez świat, który zniknął. Po drodze mijałem ruiny cerkwi, stare cmentarze, ruiny folwarku i grobowiec hrabiny. Wszystko to pozostałości po dawnych mieszkańcach tych terenów, których wysiedlono po wojnie. Dziś zamiast wsi są łąki, a jedynym śladem po ludziach bywa samotny krzyż albo kamienna podmurówka w trawie. Trochę jak leśny cmentarz, który znalazłem pod Chojnikiem - takie miejsca uczą pokory.
Umowne źródło na granicy

A samo źródło? Tu ciekawostka: właściwe źródło Sanu leży kawałek dalej, już na Ukrainie, i jest niedostępne. To, przy którym stanąłem, znajduje się dokładnie na granicy i nazywa się umownym źródłem Sanu. Rzeka, która płynie stąd przez pół Polski aż do Wisły, zaczyna się więc małą strużką na samym krańcu kraju.
Na nogach 22 km i około 500 metrów przewyższenia, a na ścieżce błota po kostki - jak na deszczowy dzień przystało. Na obiad placek po bieszczadzku... mniam ;)






