Noworoczny parkrun, czyli dziesiąty bieg i torcik na mecie

Hej, to ja, Leon! Nowy Rok zaczynam tak, jak zamierzam go prowadzić: w biegu ;) Dzisiaj rano wstałem i na parkrun do Parku Norweskiego pognałem. To była edycja wyjątkowa pod każdym względem: nie w sobotę, tylko we wtorek, i nie o dziewiątej, tylko o dziesiątej. A dla mnie podwójnie wyjątkowa - pierwszy parkrun w tym roku, a zarazem DZIESIĄTY w moim życiu!

Z tej okazji był torcik, pyszny szampan (bezalkoholowy, oczywiście!), oklaski i dyplomik :) A sam bieg? Nie wiem, jak to się stało, ale na mecie musiałem na wszystkich czekać ;) Pierwsze kółko poszło trochę za szybko, na drugim złapała mnie kolka, jednak ostatnie, trzecie, przebiegłem już bez problemu prosto do mety :D
Dziękuję wszystkim, którzy wpadli na torcika! Tak się zaczyna dobry rok - w ruchu i w miłym towarzystwie. A po południu? Oczywiście w góry, bo Nowy Rok bez szlaku to nie Nowy Rok ;)
