Pierwsze urodziny Pidżamruna
Hej, to ja, Leon! Dzisiaj z rana świętowałem pierwsze urodziny Pidżamruna w Kowarach - a świętowałem oczywiście biegiem, prosto do kaplicy św. Anny. Tak, znowu w piżamie ;) Zobaczcie sami, jak to wygląda:
Rok temu, w grudniu, byłem na moim pierwszym Pidżamrunie i od razu wiedziałem, że to impreza dla mnie. Teraz bieg obchodził urodziny, więc nie mogło mnie zabraknąć. Bieganie w piżamie ma jedną wielką zaletę: nie trzeba się przebierać po wstaniu z łóżka ;)
Sierpniowa edycja różni się od grudniowej jedną zasadniczą rzeczą: jest ciepło. Zimą piżama pełniła funkcję kostiumu narzuconego na normalne ubranie, a latem to po prostu strój startowy. Za to podbieg do kaplicy szybko przypomniał, że w sierpniu można się ugotować równie skutecznie jak zmarznąć w grudniu.
Do kaplicy św. Anny idzie się z Kowar w górę, drogą wśród drzew, i przez większość trasy nie widać jeszcze celu. Dopiero na końcu las się otwiera i biały budynek pojawia się nad głową. Meta na wzgórzu z widokiem na Karkonosze to znacznie lepszy pomysł niż meta na parkingu.
Najlepsze w tej imprezie jest to, że traktuje się poważnie tylko jedną rzecz: żeby wszyscy dobrze się bawili. Reszta, czyli wyniki, stroje i tempo, jest dodatkiem. Dlatego na starcie stoją obok siebie ludzie, którzy biegają od lat, i tacy, którzy założyli buty pierwszy raz od zeszłych wakacji.