Pidżamrun, czyli bieganie prosto z łóżka

Pidżamrun w Kowarach - zdjęcie z biegu

Dzisiaj ledwo wstałem - i nawet się nie przebierałem, tylko na Pidżamrun do Kowar szybko pognałem :) Tak, dobrze czytacie: to bieg, w którym startuje się w pidżamie! Wreszcie zawody, na które strój sportowy ma się na sobie od razu po przebudzeniu ;)

Tłum biegaczy w piżamach, szlafrokach i śpiochach na ulicach Kowar to widok, którego się nie zapomina. Było super!

Grudzień, mróz, a tu ludzie w piżamach w paski, ktoś w szlafroku frotté, ktoś z poduszką pod pachą i ktoś w czapce ze śpiącym misiem. Przechodnie przystawali i patrzyli, jakby to był sen, z którego zaraz się obudzą. A my po prostu biegliśmy.

Lubię takie imprezy, bo nikt nie traktuje ich śmiertelnie poważnie. Nie ma stresu o wynik, nie ma rozgrzewki pod okiem trenera - jest za to śmiech na całej trasie. A przy okazji okazuje się, że można biegać zimą, w niewygodnym stroju, i wcale nie jest to takie straszne, jak wygląda z okna ;)