Rowerem na Kopalnię Stanisław, czyli dokąd poniosą koła

Leon na rowerze na szerokiej szutrowej drodze przez las w Górach Izerskich

Hej, to ja, Leon! Śmigam prosto przed siebie ;) A dokąd mnie koła powiozą - to się okaże! Dzisiaj na dwóch kółkach pośmigałem po Górach Izerskich. Z Jakuszyc, przez stację turystyczną Orle oraz Chatkę Górzystów - moje ulubione izerskie punkty - dostałem się aż na Kopalnię Stanisław.

Leon pod tarasami wyrobiska dawnej kopalni Stanisław

Podjazdy w Izerach potrafią dać w kość - po drodze gdzieniegdzie musiałem rower podprowadzić pod strome fragmenty. Ale warto było: Kopalnia Stanisław na Izerskich Garbach to najwyżej położona kopalnia w Polsce, wydobywano tu kwarc na wysokości ponad 1000 metrów! Widok z wyrobiska na Karkonosze i Góry Izerskie jest niesamowity, a wielkie białe bloki kwarcu leżą wszędzie dookoła jak porzucone skarby Walończyków.

Kwarc, z którego robiono kryształy

Kwarc stąd nie szedł na ozdoby, tylko na szkło. Wożono go w dół, między innymi do huty Julia w Szklarskiej Porębie, gdzie przetapiano go na kryształy: kieliszki, wazony i żyrandole, które potem sprzedawano w całej Europie. Trzeba było mieć bardzo czysty surowiec, żeby szkło wyszło przezroczyste, a ten z Izerskich Garbów akurat taki był.

Praca na tej wysokości musiała być koszmarna. Ponad tysiąc metrów, na otwartym grzbiecie, gdzie wieje przez cały rok, a zimą śnieg leży miesiącami. Do dziś widać resztki dróg, po których zjeżdżał urobek, i płaskie place, na których stały zabudowania. Zabawne, że formalnie kopalni nigdy nie zamknięto - po prostu przestało się opłacać, bo pracować dało się tu tylko przez kilka ciepłych miesięcy w roku.

Śladami Walończyków

Walończycy to z kolei zupełnie inna historia. Tak nazywano przybyszów, którzy wieki temu przemierzali Góry Izerskie w poszukiwaniu kamieni szlachetnych i rud. Znali się na skałach lepiej niż miejscowi, trzymali swoją wiedzę w tajemnicy, a na skałach zostawiali znaki, których do dziś nikt nie umie w pełni odczytać. Jadąc dziś rowerem między białymi blokami kwarcu, łatwo poczuć się jak jeden z nich, tylko lepiej wyposażony ;)

Pogoda dopisała, koła się kręciły, a nogi wróciły do domu porządnie zmęczone. Idealna majowa wyprawa!