Leon wśród ośnieżonych tablic Symbolicznego Cmentarza Ofiar Gór w Kotle Łomniczki

Hej, to ja, Leon! Pierwszy cmentarz, na jaki wybrałem się w dniu dzisiejszym, to Symboliczny Cmentarz Ofiar Gór w Kotle Łomniczki. Tatko poczytał mi nazwiska - niektóre już mi znane... Chwila zadumy i powrót do Karpacza.

Dojście i powrót czerwonym szlakiem z parkingu przy dolnej stacji wyciągu. Schodząc, wstąpiłem do Schroniska nad Łomniczką na ciepłą herbatkę z sokiem malinowym. W wyższych partiach Karkonoszy panuje już zima - na cmentarzu leżało około 20 cm śniegu, a na szlaku miejscami było dosyć ślisko.

Czerwony szlak doliną Łomniczki idzie najpierw łagodnie, wzdłuż potoku, a potem zaczyna się wspinać coraz ostrzej. Im wyżej, tym mniej liści na drzewach i tym więcej śniegu między kamieniami. Woda w potoku miejscami zamarzła po brzegach, więc szło się przy dźwięku, który brzmiał, jakby ktoś w środku ostrożnie tłukł szkło.

Cmentarz robi wrażenie właśnie tym, że nie wygląda jak cmentarz. Nie ma bramy ani alejek, tylko tablice przybite do skał i do drzew, rozrzucone po zboczu. Trzeba chodzić między nimi i czytać po kolei, a wtedy zaczyna się zauważać, że część nazwisk powtarza się w tych samych latach, bo wypadki w górach zdarzają się seriami, w konkretne zimy.

Herbatka z sokiem malinowym w Schronisku nad Łomniczką po takiej wizycie smakuje szczególnie. Siedzi się przy stole, na zewnątrz robi się szaro, a w środku ciepło, i człowiek jest jednocześnie zamyślony i wdzięczny, że wraca do domu o własnych siłach.