Tablice pamiątkowe przymocowane do skał w Kotle Łomniczki

Hej, to ja, Leon! Pierwszy odwiedzony cmentarz w tym dniu to oczywiście Symboliczny Cmentarz Ofiar Gór w Kotle Łomniczki - u nas to już rodzinna listopadowa tradycja. Pogoda dzisiaj wietrzna, drzewka ładnie się kołysały, jakby góry też oddawały hołd tym, którzy w nich zostali.

W drogę powrotną zabrałem kilka wypalonych zniczy :) Góry sprzątamy po sobie i po innych - to najprostszy sposób, żeby podziękować im za wszystkie wyprawy.

Doliną Łomniczki w listopadzie

Do cmentarza idzie się z Karpacza zielonym szlakiem doliną Łomniczki, wzdłuż potoku, coraz stromiej. Listopad robi z tej drogi coś zupełnie innego niż lato: liście są mokre, kamienie śliskie, a las stoi już zupełnie przezroczysty. Na końcu, tuż pod ścianami kotła, wychodzi się na małą polanę z tablicami przybitymi do skały i do drzew.

Nazwiska są z bardzo różnych lat. Niektóre tablice pamiętają jeszcze czasy, gdy w Karkonoszach mówiło się po niemiecku, inne są zupełnie nowe. Są tam ludzie, których zabrała lawina, i tacy, którzy po prostu nie zdążyli zejść przed załamaniem pogody. Kocioł Łomniczki nie wygląda groźnie z dołu, ale zimą schodzą tędy lawiny i to jedno z najniebezpieczniejszych miejsc w polskich Karkonoszach. Podobne miejsce pamięci jest w Tatrach, pod Rysami, gdzie odwiedziłem tablicę Jerzego Kukuczki.

Nie jest to smutne miejsce w taki sposób, w jaki smutny bywa zwykły cmentarz. Płoną tu znicze, ktoś zostawia kwiaty, a ludzie przychodzący na górę zwykle zdejmują czapki i milkną na minutę. Potem idzie się dalej w górę albo wraca do domu, i to chyba dokładnie to, o co w tym miejscu chodzi.