Twierdza Srebrna Góra i Kopalnia Złota w Złotym Stoku

Hej, to ja, Leon! Dziś dzień rycerzy, żołnierzy i poszukiwaczy skarbów. Najpierw Twierdza Srebrna Góra i Fort Ostróg - obie warownie zbudowali Prusacy w XVIII wieku, na rozkaz króla Fryderyka II. Twierdza zachowała się w dużo lepszym stanie niż fort i spacerując po jej murach, łatwo wyobrazić sobie żołnierzy pełniących tu wartę dwieście lat temu. Podobno twierdzy nigdy nie udało się zdobyć szturmem - i wcale się nie dziwię, ja też bym się na te mury nie wdrapał bez zaproszenia ;)
Twierdzę budowano dwanaście lat, od 1765 do 1777 roku, według projektu pruskiego inżyniera Ludwiga Wilhelma Reglera. Pilnowała jednej rzeczy: Przełęczy Srebrnej, przez którą prowadziła droga z Czech na Śląsk. Kto trzymał tę przełęcz, ten kontrolował cały ruch między krajami. Prusy odebrały wcześniej Śląsk Austrii i bardzo się bały, że ktoś zechce go odebrać z powrotem, więc Fryderyk II kazał zbudować coś, czego nie da się zdobyć.
I wyszło. Chrzest bojowy przyszedł w 1807 roku, gdy pod twierdzę podeszły sprzymierzone z Napoleonem oddziały bawarskie i wirtemberskie. Ostrzeliwały ją, odcinały od świata i czekały, aż załoga się podda, ale ta wytrzymała, a walki przerwał pokój podpisany w Tylży. Twierdza nigdy nie została zdobyta. Później służyła już do innych rzeczy: w latach trzydziestych dziewiętnastego wieku urządzono w niej więzienie, a na początku drugiej wojny światowej w fortach Ostróg i Wysoka Skała działał obóz jeniecki dla polskich oficerów, Oflag VIII B.
Dziś to głównie mury, kazamaty i trawa, ale rozmiar zwala z nóg. Sam donżon, czyli środek twierdzy, to cztery potężne wieże połączone murami, każda o średnicy sześćdziesięciu metrów i ścianach grubych na dwanaście metrów. Jest największy w Europie, a wszystko dookoła przycięto do kształtu góry. Chodzi się po tym jak po planszy do gry, tylko że nikt tu nic nie zmyślał: każdy kąt muru był tak ustawiony, żeby obrońcy widzieli napastnika, a napastnik obrońcy nie.
Złoto, arszenik i Gnom

Potem pojechaliśmy do Kopalni Złota w Złotym Stoku. A tam! Podziemny wodospad huczący w ciemności, szybka kolejka (jechałem!), podziemna zjeżdżalnia i pełno sztabek złota. Stare podania mówią, że w tutejszych sztolniach mieszkał kiedyś Gnom, strażnik złota, który uczciwym górnikom pokazywał żyły kruszcu, a chciwych wyprowadzał w ciemność. Chyba mnie polubił, bo pozwolił mi spróbować unieść sztabkę.
Sztabki są baaardzo ciężkie - uniosłem tylko do progu... może następnym razem uda się dalej :D
Ciekawe jest to, że Złoty Stok zasłynął nie tylko złotem. W tutejszej rudzie siedział razem z nim arszenik, czyli trucizna, i w pewnym momencie zaczął zarabiać lepiej niż kruszec. Przez blisko sto lat Złoty Stok był ważnym dostawcą arszeniku, a kopalnia działała jeszcze długo po tym, jak złota praktycznie zabrakło. Zamknięto ją dopiero w 1962 roku, a korytarze zalała woda. Część z nich później odwodniono i udostępniono turystom.
Podziemny wodospad jest w Sztolni Czarnej i słychać go, zanim się go zobaczy. Najpierw w ciemności narasta szum, potem robi się wilgotno, a na końcu światło czołówki trafia w ścianę wody spadającej z góry w skalną misę. Osiem metrów w środku góry. Nie wiem, kto pierwszy wpadł na pomysł, żeby przebić się akurat w to miejsce, ale wyszło mu znakomicie.
Ludzie kopali tu przez blisko tysiąc lat, jedni po drugich, i po każdym pokoleniu zostawał kawałek korytarza. Dlatego pod Złotym Stokiem jest dziś plątanina sztolni z bardzo różnych epok: w jednym miejscu widać ślady kilofa, w drugim równiutki obrys po wiertle, a w trzecim tory dla wagoników. Cała góra to jeden wielki zapis tego, jak przez wieki zmieniała się praca górnika.