Wielki glan w Jarocinie i pierwsza noc w namiocie

Małe wspomnienie na jesienny wieczór. Był rok 2016, miałem wtedy cztery latka - i sam wlazłem na tego wielkiego glana ;) Taka moja pierwsza wyprawa wspinaczkowa, tyle że w Jarocinie, na festiwalu! Zagrały wtedy Farben Lehre, Koniec Świata, Zielone Żabki, Luxtorpeda i inne ciekawe zespoły.
A najważniejsze: wtedy pierwszy raz w życiu spałem w namiocie. Było super - i chyba właśnie tam połknąłem bakcyla przygody, który potem zaprowadził mnie w góry ;)
Namiot na festiwalowym polu to zupełnie co innego niż namiot w lesie. Dookoła setki innych namiotów, przez płótno słychać rozmowy i muzykę z oddali, a rano budzi cię słońce, które zamienia śpiwór w piekarnik. Nauczyłem się wtedy dwóch rzeczy: że karimata jest ważniejsza niż śpiwór i że w namiocie zawsze coś uwiera.
Ten glan to nie jest mała rzeźba, którą się mija po drodze. Jest wielki, ciężki, metalowy i stoi tak, że każde dziecko na festiwalu natychmiast chce się na niego wdrapać. Ja też chciałem i, jak widać na zdjęciu, dałem radę sam. Dziś patrzę na to jak na pierwszy szczyt w moim życiu: niewysoki, ale zdobyty własnymi siłami ;)
Zabawne jest to, jak jedno łączy się z drugim. Najpierw festiwal, potem pierwsze noclegi pod namiotem gdzie indziej, potem schroniska, a w końcu szlaki na całe dnie. Gdyby ktoś wtedy powiedział czterolatkowi w Jarocinie, że za kilka lat będzie wychodził na Śnieżkę przed świtem, pewnie by uwierzył - w tym wieku wierzy się we wszystko, i czasem dobrze na tym wychodzi ;)