Wyprawa na Ślężę: górę pełną tajemniczych posągów

Leon na kamiennych schodach prowadzących do wieży na szczycie Ślęży

Hej, to ja, Leon! Dziś wyprawa na Ślężę - samotną górę, która wyrasta prosto z równiny i od tysięcy lat przyciąga ludzi jak magnes. Po drodze zdobyłem Wieżycę, a potem mijałem tajemnicze kamienne i drewniane posągi. Tatko opowiedział mi, że dawno, dawno temu, jeszcze zanim powstała Polska, Ślęża była świętą górą pogan. Na szczycie płonęły ogniska, odprawiano obrzędy ku czci słońca, a kamienne rzeźby - jak słynny niedźwiedź ze znakiem ukośnego krzyża - stoją tu od ponad dwóch tysięcy lat. Aż ciarki przechodzą, gdy się je mija na szlaku!

Święta góra i jej posągi

Posągów jest kilka i każdy ma swoje imię: Niedźwiedź, Mnich, Grzyb i Panna z Rybą. Wykuto je w miejscowym granicie najpóźniej jakieś dwa i pół tysiąca lat temu, a przypisuje się je ludności kultury łużyckiej, która stawiała w ten sposób pomniki swoim bóstwom. Co dokładnie miały przedstawiać, tego nikt już nie wie.

Na rzeźbach wyryto ten sam znak: ukośny krzyż, taki jak litera X. Nikt nie wie, co znaczył. Może był podpisem, może zaklęciem, a może oznaczał, że rzeźba należy do świętej góry. Nie wszystkie zresztą stoją tam, gdzie stały: Mnicha przeniesiono do Sobótki dopiero w 1950 roku, a wcześniej służył jako zwykły słup przydrożny między Wrocławiem a Świdnicą.

Sama góra też nie jest zwyczajna. Ślęża stoi zupełnie sama, a wokół niej rozciąga się płaska równina, więc widać ją z odległości kilkudziesięciu kilometrów. Dla dawnych ludzi coś takiego musiało wyglądać jak znak: jedna wielka góra na środku pustej okolicy, prawie zawsze w chmurze, jakby ktoś tam mieszkał. Na jej zboczach do dziś można znaleźć resztki kamiennych wałów, którymi kiedyś otoczono szczyt.

Ciekawe jest to, co stało się później. Kiedy przyszło chrześcijaństwo, świętej góry nie zostawiono w spokoju, ale też jej nie porzucono. Postawiono na niej kościół, dokładnie tam, gdzie wcześniej palono ognie. Nowa wiara zajęła miejsce starej, tylko adres został ten sam.

Podejście i widoki

Podejście na Ślężę nie jest długie, ale niemal cały czas idzie się pod górę, bo ta góra nie ma łagodnego rozbiegu: startuje z równiny i od razu bierze się do roboty. Szlak prowadzi bukowym lasem, po kamieniach i korzeniach, a widoki otwierają się dopiero pod samym szczytem. Za to wtedy widać naprawdę daleko, bo dookoła nie ma niczego, co mogłoby zasłonić.

Wieżyca po drodze też jest ciekawa. To niższy wierzchołek w tym samym masywie, 415 metrów, z kamienną, piętnastometrową wieżą widokową zbudowaną w latach 1905-1907. Postawiono ją wtedy jako kolejną wieżę Bismarcka, ale ta akurat przetrwała i służy do dziś jako zwykły punkt widokowy. Wchodzi się na nią po schodach w środku i nagle jest się ponad koronami drzew, ze Ślężą tuż obok, wyglądającą stąd jeszcze potężniej niż z dołu.

Leon przy kamieniu z napisem Starożytne rzeźby kultowe na Ślęży

Na samej górze czekał kościół z wieżą widokową i podziemiami - ciekawe, że tam, gdzie kiedyś modlili się poganie, później zbudowano świątynię. To już mój czwarty szczyt z 21 do Korony Sudetów!

A po zejściu - godzinka zabawy na małpim gaju obok schroniska. Wyprawy to nie tylko chodzenie ;)