Kolorowe Jeziorka i Skalnik w Rudawach Janowickich

Długość trasy
21 km
Suma podejść
900 m
Sposób
pieszo
Leon nad rdzawym Kolorowym Jeziorkiem w dawnej kopalni pirytu

Hej, to ja, Leon! Wyobraźcie sobie, że idziecie przez las, a tu nagle - żółte jezioro. Kawałek dalej czerwone. Potem niebieskie i zielone! Nie, to nie sen ani bajka, tylko Kolorowe Jeziorka w Rudawach Janowickich. Wygląda to tak, jakby ktoś rozlał w górach wielką paletę farb - i przyznam, że przez chwilę zastanawiałem się, czy nie maczał w tym palców jakiś górski czarodziej ;) Tatko jednak wyjaśnił: to dawne kopalnie pirytu, a kolory wyczarowała sama chemia skał. Zielone jeziorko niestety już wysycha i robi się brązowe - dobrze, że zdążyłem je zobaczyć.

Złoto głupców i kwas siarkowy

Kopano tu piryt, czyli minerał, który wygląda jak złoto, a złotem nie jest. Ma ten sam kolor i ten sam błysk, przez co nabrał się na niego niejeden poszukiwacz skarbów, i dlatego nazywa się go złotem głupców. Wydobywano go nie dla urody, tylko dla siarki, potrzebnej do produkcji kwasu siarkowego.

Pierwsze kopalnie założono tu jeszcze pod koniec osiemnastego wieku i pracowały przez sto czterdzieści lat, aż w 1925 roku siarki w skale zostało tak mało, że przestało się to opłacać. Wtedy zaczęła się część, której nikt nie planował. Woda wypełniła wyrobiska i zaczęła wypłukiwać ze skał to, co w nich zostało. Każde jeziorko ma inne minerały w podłożu, więc każde ma inny kolor: żelazo daje rudy i pomarańczowy, miedź niebieskozielony. Nikt tego nie malował, wszystko zrobiła sama chemia.

Ta woda jest za to bardzo kwaśna, więc życia w niej niewiele. Ładna, kolorowa i niezbyt przyjazna, a pluskanie się w niej to zdecydowanie zły pomysł. Człowiek dostaje tu w jednym miejscu i piękny widok, i przypomnienie, że po górnictwie zostaje coś jeszcze długo po tym, jak ostatni górnik odejdzie.

Leon nad pomarańczową taflą Kolorowego Jeziorka w Rudawach Janowickich

Skalnik, czyli piąty szczyt Korony

Dalej na trasie z Marciszowa do Kowar czekały Wielka Kopa oraz Skalnik - piąty zaliczony szczyt do Korony Sudetów! Schronisko Czartak było nieczynne, ale za to na kamieniach i asfalcie wygrzewały się jaszczurki i zaskrońce, jakby cała okolica wyszła na słoneczne leżakowanie.

Na obiad owoce lasu, które sam zerwałem: jagody i maliny ;) Łącznie 21 km na nogach i prawie 900 metrów przewyższenia. Kolorowy dzień - dosłownie!