Skalna Czaszka w Górach Stołowych - dwa okrągłe „oczodoły” w piaskowcu

Cześć, tu Leon! Góry Stołowe to jedyne w Polsce góry płytowe: zamiast szczytów mają płaskie stoły, a zamiast grani labirynty skalnych bloków. Najdziwniejszy z nich patrzy na człowieka dwoma oczodołami i nazywa się Skalna Czaszka. Ale po kolei.

Jak powstały Góry Stołowe?

Historia Gór Stołowych zaczęła się około stu milionów lat temu, w kredzie, na dnie płytkiego morza. Na dno osiadał piasek, warstwa po warstwie, a z czasem sprasował się i zamienił w piaskowiec: skałę całkiem twardą, ale bardzo podatną na wodę i mróz.

W twardniejącym osadzie zostawały przy tym uwięzione pęcherze gazu, trochę jak bąble w gęstym sosie, który zastyga. Miliony lat później wietrzenie zaczęło je otwierać i tak w skałach pojawiły się okrągłe dziury. Tak przynajmniej tłumaczy się to najczęściej.

Potem, przez miliony lat, ruchy skorupy ziemskiej wydźwignęły tę płytę do góry. Woda, wiatr i mróz rozcinają ją na bloki, bramy i szczeliny, a ciekawe formy skalne, które dziś oglądamy, powstały według parku narodowego w ciągu ostatniego miliona lat. Dlatego Góry Stołowe nie mają ostrych szczytów, tylko płaskie „stoły” z pionowymi ścianami po bokach.

Tajemnica Czaszki

Z Lisiej Przełęczy poszliśmy niebieskim szlakiem przez Narożnik i Kopę Śmierci. Czaszka leży kawałek dalej, jakieś sześćset metrów od Kopy Śmierci, na krótkim odejściu od szlaku. Nazwa pochodzi od dwóch okrągłych dziur, które wyglądają jak oczodoły. To właśnie te dawne pęcherze gazu, otwarte przez wietrzenie. Czaszkę znali wcześniej głównie miejscowi, dopiero w 2021 roku park narodowy poprowadził do niej schodki i postawił tablicę. Wstęp jest bezpłatny, bo park pobiera opłaty tylko na Szczelińcu Wielkim i Błędnych Skałach.

Skalna Czaszka wśród drzew w Górach Stołowych

Przez Skały Puchacza do Białych Skał

Od Czaszki poszliśmy dalej niebieskim szlakiem do Skał Puchacza. To wysokie piaskowcowe ściany na krawędzi płyty, z jednej strony skała pod ręką, a z drugiej otwarta przestrzeń i widok het, po horyzont. Ciekawostka: to nie są naturalne skałki, tylko ściany starego kamieniołomu, w którym od drugiej połowy XIX wieku wydobywano piaskowiec.

Warto się tu zatrzymać dłużej, bo skały wyglądają inaczej z każdego kroku: raz jak mur, raz jak stos poduszek, a raz jak coś, co zaraz się przewróci.

Za Skałami Puchacza zielony szlak prowadzi kładkami do żółtego, a żółty wraca w stronę Lisiej Przełęczy przez Białe Skały. To labirynt wąskich korytarzy i szczelin między jasnymi ścianami, którymi idzie się jak ulicą w kamiennym mieście. Skały mają tu po dwadzieścia, trzydzieści metrów i własne imiona: Skalna Furta, Zły, Bibza, As Atu, Zielony Król, Bagienna.

Podmorskie Kanały i Wisząca Skała

W Białych Skałach są dwie stacje ścieżki „Geoatrakcje Gór Stołowych”, na krótkich odejściach od żółtego szlaku: Podmorskie Kanały i Wisząca Skała. Kanały to rynny w skale, ślad po dawnym dnie morza, a Wisząca Skała to wielki blok piaskowca, który wygląda, jakby wisiał w powietrzu. Obie tabliczki warto przeczytać, bo tłumaczą dokładnie to, na co się akurat patrzy.

Fort Karola na górze Ptak

Na koniec, dziesięć minut przed Lisią Przełęczą, szlak wchodzi na górę Ptak (841 m), gdzie stoi Fort Karola. To mała pruska strażnica, zbudowana w 1790 roku na rozkaz króla Fryderyka Wilhelma II, gdy tędy biegła granica z Austrią. Zostały ruiny murów i bramy, a na taras widokowy nad dziedzińcem prowadzą schody. Widok stamtąd to dobre zakończenie całej pętli.

Trasa: Lisia Przełęcz, parking - Lisia Przełęcz, parking | mapa-turystyczna.pl

Co zostaje w głowie

Z całej trasy najbardziej zapamiętałem samą Czaszkę. Nie dlatego, że jest wielka, bo nie jest, tylko dlatego, że te dwa oczodoły naprawdę wyglądają jak twarz i trudno przestać na nie patrzeć.

A najlepsze jest to, że wszystko, co tego dnia oglądałem, powstało pod wodą: kanały z dawnego dna morza, bąble gazu zamienione w oczodoły, warstwy piasku ułożone jedna na drugiej. Chodziłem po dnie morza i ani razu nie zamoczyłem butów.

Jedna rada na koniec: warto zarezerwować na nią więcej czasu, niż wynikałoby z mapy, bo co chwilę chce się zejść na bok i zajrzeć w kolejną szczelinę.