Bieg Lawina, czyli trzy... dwa... jeden... i pudło!

Hej, to ja, Leon! Ten weekend należał do biegania - i to nie byle jakiego, bo górskiego. Przygotowania zacząłem po swojemu już dzień wcześniej: nie stoję na schodach ruchomych, nie chodzę po ruchomej kładce... ja biegam pod prąd :) Najlepszy trening przed górskim bieganiem to bieganie pod górę, która sama zjeżdża w dół ;)
Trzy... dwa... jeden... Lawina start!

Rano obudziłem się w moich ukochanych Karkonoszach - jak ja kocham to miejsce! Piękna pogoda, góry czekają, a ja czekam na Lawinę. W końcu odliczanie: trzy... dwa... jeden... Lawina start! :) Ruszyliśmy w górę, nogi pracowały jak tłoki, a trasa prowadziła coraz wyżej - w pewnym momencie mignęła mi Spalona Strażnica, znak że jestem już wysoko na moich dobrze znanych szlakach. Biec tam, gdzie zwykle się wędruje, to zupełnie nowe doświadczenie: te same kamienie, a jednak wszystko szybsze, głośniejsze, bardziej emocjonujące.
Pudło!
A na mecie najlepsza wiadomość dnia: jest i pudło na Lawinie! :) Miejsce na podium w górskim biegu to nagroda za wszystkie te kilometry wychodzone i wybiegane po Karkonoszach. Lawina zeszła, Leon na pudle - można się uśmiechać do zdjęć ;)

