Prezent na Dzień Dziecka: moja własna Korona Sudetów!

Leon pokazuje odznakę Korony Sudetów

Taki dzisiejszy prezent na Dzień Dziecka :) Moja własna, prywatna KORONA SUDETÓW! Książeczka zweryfikowana, odznaka przyznana - 21 szczytów, rok wędrówek, tysiące kroków. Niektóre dzieci dostają na Dzień Dziecka zabawki... a ja dostałem koronę. Jak prawdziwy władca gór ;)

Kiedy zaczynałem, wcale nie planowałem żadnej korony. Chodziłem po prostu tam, gdzie było ciekawie: raz na Perłę Zachodu, raz w Góry Sowie, raz na Ślężę. Dopiero po którymś szczycie ktoś powiedział: „wiesz, że to jest jeden z dwudziestu jeden?”. I od tego momentu w głowie zrobiła się lista.

Zbieranie ich okazało się świetną zabawą, bo zmusiło mnie do pojechania tam, gdzie sam bym nie trafił. Bez Korony nie zobaczyłbym czeskich Jesioników, nie wszedłbym na Waligórę ani nie spędziłbym majówki na maratonie po czeskiej stronie Sudetów. Lista wygląda na sztywny obowiązek, a tak naprawdę jest zaproszeniem do miejsc, o których się nie słyszało.

A najlepsze w tej odznace jest to, czego nie widać na blaszce: dwadzieścia jeden osobnych dni, każdy z inną pogodą, innym schroniskiem i inną historią. Korona to tylko pamiątka - prawdziwe są te dni.

Wszystkie dwadzieścia jeden szczytów - a właściwie dwadzieścia dwa, bo lista od tamtej pory urosła - zebrałem w jednym miejscu: Korona Sudetów szczyt po szczycie, z relacją z każdego.