Mroźny Szczeliniec Wielki: Tron Liczyrzepy i Piekiełko

Długość trasy
10 km
Sposób
pieszo
Leon je zupę w chlebie przy drewnianym stole w karkonoskim schronisku

Hej, to ja, Leon! W ten mroźny dzionek wybrałem się w Góry Stołowe, na Szczeliniec Wielki. Wyprawa kilometrowo króciutka - niecałe 10 km na nogach - ale za to jaka! Zimno wystraszyło turystów, więc miałem całą ścieżkę dydaktyczną praktycznie dla siebie. Szczeliniec bez tłumów to zupełnie inna góra: słychać tylko wiatr między skałami i własne kroki na zmrożonych schodach.

Diabelska Kuchnia i Tron Liczyrzepy

Leon z rozłożonymi rękami na tarasie widokowym Szczelińca Wielkiego

Zwiedziłem miejsca o nazwach jak z bajki: Diabelską Kuchnię i Piekiełko, gdzie ściany piaskowców odchylają się przez wodę wsiąkającą w podłoże - góra dosłownie powoli się rozjeżdża! Odwiedziłem skałę Wielbłąd, która trafiła do herbu Parku Narodowego Gór Stołowych, a także Koński Łeb, Słonia i Kwokę. No i zasiadłem na Tronie Liczyrzepy - kamiennym fotelu samego Ducha Gór! Legenda mówi, że władca gór odpoczywał tu, doglądając swoich skalnych włości. Przez chwilę więc rządziłem Sudetami ja ;) W schronisku na szczycie czekała nagroda godna władcy: żurek w chlebie. Pychotka!

Sudety z lotu kruka

Leon pod wielką piaskowcową basztą na Szczelińcu Wielkim

Mroźne powietrze ma jedną wielką zaletę: widoczność jak marzenie. Z każdej strony Szczelińca widać było inne pasma Sudetów - Karkonosze na wprost wejścia do schroniska, po prawej Góry Kamienne i Wałbrzyskie, dalej Sowie, a po przejściu na wschodnią część nawet Masyw Śnieżnika. Cała moja Korona Sudetów jak na wystawie!

Po zejściu ze Szczelińca pobuszowałem jeszcze trochę w lesie i przy niebieskim szlaku znalazłem pozostałości starych zabudowań - kolejna zagadka do rozwikłania kiedyś. Słońce jednak nie pozwoliło na dłuższe buszowanie i po zachodzie musiałem wracać. Wyprawa mimo chłodu bardzo udana!