Przesiecki Bieg Icemana - zdjęcie z zawodów

Hej, to ja, Leon! Dzisiaj pobiegłem w Przesieckim Biegu Icemana - i taki fajny medalik dostałem :) Zimowe bieganie w Przesiece, u podnóża Karkonoszy, to zawsze wyzwanie: mróz, śnieg pod butami i podbiegi, które szybko przypominają, że to nie są zawody na płaskiej bieżni.

Kolekcja medali rośnie, a ja powoli zbieram komplet: bieg w pidżamie, bieg niepodległościowy, biegi górskie, a teraz Iceman. Chyba żaden sezon nie jest już dla mnie „poza sezonem” ;)

Bieganie zimą wymaga zupełnie innego myślenia niż bieganie latem. Trzeba ubrać się tak, żeby na starcie było lekko za zimno, bo po pierwszym kilometrze i tak zrobi się gorąco. Trzeba patrzeć pod nogi, bo tam, gdzie śnieg został udeptany przez wcześniejszych biegaczy, robi się lodowisko. I trzeba się pogodzić z tym, że tempo z lata można sobie darować.

Za to atmosfera na takich zawodach jest fantastyczna. Wszyscy stoją przed startem, tupią, żeby się rozgrzać, i śmieją się z własnych czerwonych nosów. Nikt nikogo nie wyprzedza z gniewem, a na mecie rozdają coś ciepłego do picia. Medal zimowy waży tyle samo co letni, ale jakoś bardziej się cieszy.

Trasa biegnie tuż pod Karkonoszami, więc widoki są jak z pocztówki: białe stoki nad głową i zamarznięte potoki gdzieś obok szlaku. Trudno wtedy narzekać na mróz, skoro to właśnie on zrobił całą tę scenografię.