Rowerowo-zamkowo: pozdrowienia ze szczytu Grodnej

Hej, to ja, Leon! Dzisiaj rowerowo-zamkowo ;) Pozdrawiam ze szczytu Grodnej! Rower zawiózł mnie pod górę, a nogi wniosły na sam szczyt, gdzie stoi Zamek Księcia Henryka - ten, który nigdy nie był prawdziwym zamkiem, tylko romantyczną ruiną zbudowaną od razu jako ruina.
Uwielbiam takie połączenia: kawałek na kołach, kawałek na nogach, a na końcu wieża z widokiem. Wiosna w Kotlinie Jeleniogórskiej w pełni, wszystko zielone, a z góry widać moje wszystkie ulubione górki naraz.
Grodna nie jest wysoka, ale stoi dokładnie tam, gdzie trzeba: nad Jeziorem Modrym, na skraju Kotliny Jeleniogórskiej. Dzięki temu z wieży widać naraz Karkonosze ze Śnieżką, Rudawy Janowickie i całą kotlinę z Jelenią Górą w środku. Można stać i po kolei nazywać wszystko dookoła, a to jedna z moich ulubionych zabaw na szczytach.
Podjazd rowerem daje w kość, bo droga niemal cały czas idzie do góry, ale ostatni kawałek i tak trzeba pokonać pieszo. Rower zostaje pod górą, a ścieżka wchodzi między skały i drzewa. To dobry układ: koła zabierają nudną część trasy, a nogi dostają samą przyjemność.
Ta cała okolica jest zresztą pełna sztucznych ruin, pałaców i wież widokowych. Dwieście lat temu bogaci właściciele majątków w Kotlinie Jeleniogórskiej urządzali sobie tu prawdziwy konkurs, kto zbuduje ładniejszy widok, i do dziś korzystamy z efektów ich rywalizacji.