Piąta Śnieżka: wyciągiem na Kopę, w dół na nogach

Długość trasy
7 km
Sposób
pieszo
Mały Leon na brukowanej drodze z Kopy, przed nim Śnieżka, a u jej stóp Dom Śląski

Hej, to ja, Leon! Trzynastego września 2015 roku miałem trzy latka i stanąłem na Śnieżce po raz piąty w życiu. Ta wyprawa była jednak inna od czterech poprzednich, bo pierwszy raz zszedłem z gór do Karpacza na własnych nogach.

Wyciągiem Zbyszkiem na Kopę

Do góry pomógł mi jeszcze wyciąg krzesełkowy z Karpacza na Kopę, czyli Zbyszek. Jak się później okazało, był to mój ostatni letni wjazd na Kopę. Od tamtej pory na każdą kolejną wyprawę na Śnieżkę chodzę już tylko pieszo, w górę i w dół.

Mały Leon na szczycie Śnieżki przed obserwatorium w kształcie talerzy, niebo prawie bez chmur

Z Kopy szliśmy szeroką, brukowaną drogą, a Śnieżka cały czas stała przed nami, z Domem Śląskim u stóp. Potem już tylko na sam szczyt. Pogoda tego dnia była piękna: słońce, niebieskie niebo i tylko kilka chmur nad horyzontem. Na górze, obok obserwatorium, które wygląda jak stos latających talerzy, kręciło się kilku turystów.

Zejście przez Kocioł Łomniczki

Mały Leon na kamiennych stopniach przy tablicach Symbolicznego Cmentarza Ofiar Gór w Kotle Łomniczki

W dół wybraliśmy drogę przez Kocioł Łomniczki. Ścieżka schodzi tam stromo po kamiennych stopniach, a po drodze mija Symboliczny Cmentarz Ofiar Gór, gdzie zatrzymałem się przy tablicach na skałach. Dziś przychodzę tam co roku pierwszego listopada, a we wrześniu 2015 szedłem tamtędy jeszcze jako trzylatek.

Mały Leon na metalowym pomoście ze schodkami między skałami

Niżej, między skałami, przechodziło się po metalowym pomoście ze schodkami, z poręczami po obu stronach. Zejście z kotła zajęło nam sporo czasu, więc pod schronisko nad Łomniczką dotarliśmy dopiero przed szóstą wieczorem.

Mały Leon na szerokiej szutrowej drodze w lesie, w tle Schronisko nad Łomniczką

Za schroniskiem kamienie zamieniają się w szeroką szutrową drogę przez las, która prowadzi już prosto do Karpacza. Przeszedłem tego dnia około 7 kilometrów. Czasu nikt nie liczył, ale to była wyprawa na cały dzień. Wszystko o własnych siłach ;)