Śnieżne Kotły i Śnieżne Stawki, czyli cisza na dnie lodowcowego kotła

Hej, to ja, Leon! Śnieżne Kotły oglądałem już z góry - z Czarciej Ambony, podczas wyprawy do Źródeł Łaby. Ale wtedy pomyślałem: skoro można patrzeć w dół, to można też zejść na sam dół! I właśnie to dziś zrobiłem. Początek i koniec w Jagniątkowie, przy Domu Hauptmannów - willi noblisty, który mieszkał u stóp tych gór i pisał o Duchu Gór.
Przez Czarny Kocioł na grzbiet

Ruszyłem niebieskim szlakiem w górę, do skrzyżowania o nazwie Trzecia Droga, a stamtąd czarnym podreptałem do Czarnego Kotła Jagniątkowskiego. Po odpoczynku zielonym szlakiem dotarłem do rozdroża pod Śmielcem i dalej w górę, na przełęcz. Tam wpadłem na mój stary znajomy Główny Szlak Sudecki, którym przez Śmielca i trawersem Wielkiego Szyszaka doszedłem na górę Śnieżnych Kotłów. Kawałek za czeską granicą jest studzienka - odświeżyłem się i napełniłem bukłak. Znajomość źródeł to podstawa ;)
Stawki, do których nie wpada żadna rzeka

Żółtym szlakiem zszedłem do schroniska pod Łabskim Szczytem na obiad, a po posiłku zielonym - na sam dół Śnieżnych Kotłów, gdzie leżą Śnieżne Stawki. To niezwykłe jeziorka: nie zasila ich żaden potok, tylko wyłącznie deszcz i topniejący śnieg. Tego dnia nawet trzeci stawek, zwykle zarośnięty trawą, był pełen wody. Usiadłem na kamyku i po prostu słuchałem: ptaszki śpiewały, wiatr szumiał gdzieś wysoko na ścianach kotła, a ludzi - zero. Aż nie chciało się stamtąd iść.
Powrót do Jagniątkowa niebieskim szlakiem. Na nogach 22 km i 1100 metrów przewyższenia. Pogoda wyśmienita, prawie bezwietrznie, słonko ładnie opalało. Jedna z tych wypraw, po których człowiek wraca do domu spokojny jak te stawki.

















