Szlak Martyrologii w Górach Sowich

Cmentarz Ofiar Faszyzmu w Kolcach - pomnik z cytatem Zofii Nałkowskiej

„Ludzie ludziom zgotowali ten los.”
Zofia Nałkowska

Hej, to ja, Leon. Kiedy wróciłem z tej wyprawy, nie napisałem ani słowa. Wydawało mi się, że tu nie ma o czym opowiadać, że wystarczy zdanie na tablicy i cisza. Ale minęło trochę czasu i myślę teraz inaczej: o takich miejscach trzeba mówić, bo milczenie z czasem zmienia się w zapomnienie. Więc opowiem, gdzie byłem i co się tam działo.

Szedłem Szlakiem Martyrologii z Głuszycy Górnej do Jugowic. Po drodze dwa cmentarze, w Kolcach i w Walimiu, oraz trzy podziemne obiekty: Osówka, Rzeczka i Włodarz. Na liczniku 16,4 kilometra i 362 metry podejść, najwyżej 709 metrów nad poziomem morza. Jak na Góry Sowie trasa spokojna. Tylko że tego dnia liczby były najmniej ważne.

„Riese”, czyli olbrzym

Trójjęzyczna tablica z cytatem Zofii Nałkowskiej na cmentarzu w Kolcach

Wszystko, co jest na tym szlaku, wiąże się z jedną budową. Niemcy nazwali ją „Riese”, czyli „olbrzym”, i zaczęli ją w 1943 roku. W kilku miejscach Gór Sowich naraz zaczęto drążyć w skale korytarze i wielkie hale: pod Osówką, pod Włodarzem, w Rzeczce, pod Soboniem, Gontową i Sokolcem, a do tego przebudowywano zamek Książ. Roboty prowadziła Organizacja Todta, ta sama, która budowała dla Niemiec bunkry i drogi na wszystkich frontach.

Do dziś nikt nie wie na pewno, po co to powstawało. Jedni mówią, że miała tu być podziemna kwatera dla Hitlera, inni, że fabryki zbrojeniowe schowane przed bombami, jeszcze inni, że jedno i drugie. Dokumenty w większości zniszczono albo wywieziono. Pewne jest tylko to, że budowy nigdy nie skończono: w maju 1945 roku prace stanęły w połowie, tak jak stały, i tak zostały do dziś.

Skala robi wrażenie nawet po osiemdziesięciu latach. Wydrążono kilka kilometrów korytarzy w twardej skale, wybetonowano hale wysokie na kilka pięter, zbudowano drogi dojazdowe, bocznice kolejowe, betoniarnie i całe osiedla baraków. Na tę jedną budowę szło tyle betonu, że brakowało go potem na schrony dla niemieckich miast bombardowanych przez aliantów.

Kto to kopał

I tu zaczyna się część, o której najtrudniej się pisze. Tych korytarzy nie drążyły maszyny. Drążyli je ludzie: najpierw robotnicy przymusowi i jeńcy wojenni, a od wiosny 1944 roku więźniowie obozu, który nazwano tak samo jak budowę - AL Riese. Był to zespół kilkunastu podobozów rozrzuconych po całych Górach Sowich, podlegających obozowi koncentracyjnemu Gross-Rosen.

Szacuje się, że przez te obozy przeszło około trzynastu tysięcy więźniów. Większość stanowili Żydzi węgierscy, byli też polscy, greccy i z innych krajów Europy. Pracowali po kilkanaście godzin na dobę, przy skale, w wilgoci i pyle, w drewniakach i pasiakach, zimą tak samo jak latem. Dostawali jedzenia tyle, żeby ledwo starczyło na chodzenie, a nie na kucie kamienia. Do wyczerpania szybko dołączał tyfus.

Nie wiadomo dokładnie, ilu ludzi tu zginęło. Najczęściej podaje się około pięciu tysięcy, czyli mniej więcej co trzeciego. Nikt nie prowadził uczciwych list, a wielu więźniów nie miało nawet nazwiska w papierach, tylko numer.

Kolce, czyli pierwszy przystanek

Z Głuszycy Górnej do Kolców idzie się łąkami. Szeroko, jasno, trawa po kolana, w oddali zaokrąglone grzbiety Gór Sowich, gdzieniegdzie bela siana na ściernisku. Zwyczajny letni krajobraz, w którym nic nie zapowiada tego, co czeka na jego końcu.

Łąki między Głuszycą Górną a Kolcami

Kolce to niewielka wieś. Przed wojną nazywała się Dörnhau i mieściła jeden z największych podobozów. Był tu też barak, który w papierach figurował jako szpital, ale nikogo w nim nie leczono. Zwożono do niego więźniów, którzy nie byli już w stanie pracować.

Cmentarz w Kolcach jest od 1948 roku pomnikiem martyrologii. Tablica informuje, że w dwudziestu pięciu grobach zbiorowych i w mogiłach indywidualnych spoczywa około dwóch tysięcy ofiar, w większości narodowości żydowskiej: jeńców wojennych i więźniów okolicznych filii Gross-Rosen. Ogrodzenie, które dziś otacza cmentarz, ufundowała w 2013 roku gmina żydowska Neupesti z Nowego Jorku.

Na pomniku, postawionym w 1975 roku przez mieszkańców Głuszycy, wyryto zdanie Zofii Nałkowskiej: „Ludzie ludziom zgotowali ten los”. Obok stoi druga tablica, na której to samo zdanie powtórzono po polsku, po niemiecku i po angielsku. Jest cała porośnięta zielonym nalotem, litery ledwo widać, i trzeba podejść blisko, żeby je przeczytać. Może właśnie dlatego zapamiętałem ją najmocniej z całego dnia.

Osówka

Wejście do Podziemnego Miasta Osówka

Z Kolców szlak wyprowadza w las i po kilku kilometrach dochodzi do Osówki, dziś nazywanej Podziemnym Miastem. To najdłuższa udostępniona trasa całego kompleksu. W środku jest około dziesięciu stopni, wilgotno i tak cicho, że słychać własne kroki wracające echem. Korytarze mają miejscami wysokość dwupiętrowego domu, a mimo to część z nich urywa się w połowie, jakby robotnicy odłożyli narzędzia w środku dnia.

Betonowe zabudowania powierzchniowe przy Osówce

Na powierzchni, tuż obok, stoją betonowe zabudowania: potężne bryły, dziś bez dachów, zarośnięte drzewami i pokryte graffiti. Chodziłem po nich jak po ruinach zamku, tyle że ten zamek ma niecałe sto lat. Trudno się połapać, co było czym, bo nikt tego nigdy nie dokończył ani nie opisał.

Byłem tu już wcześniej, podczas wyprawy na Wielką Sowę, ale wtedy interesowały mnie głównie ciemne korytarze i opowieści o ukrytych skarbach. Tym razem szedłem tą samą trasą z zupełnie innym nastawieniem.

Rzeczka i Walim

Wejście do kompleksu Rzeczka, Podziemne Fabryki Walimia

Dalej szlak przechodzi przez grzbiet Gór Sowich i schodzi do Rzeczki, przysiółka Walimia. Tutaj podziemia nazywają się Podziemne Fabryki Walimia. Są mniejsze niż Osówka, ale za to bardzo czytelne: trzy sztolnie wchodzące prosto w zbocze, a przed nimi hałda urobku i tory. Na zewnątrz stoją stare wagoniki i sprzęt górniczy.

Wagonik i mostek przed sztolniami w Rzeczce

Sam Walim to spory kawałek dalej w dolinie. Przed wojną stały tu tkalnie, a w czasie wojny okolica zamieniła się w zaplecze budowy. Idąc przez wieś, mija się drogowskaz z napisem „Kwatera Ofiar Terroru Hitlerowskiego”. Zwykła metalowa strzałka na słupku, wisząca nad chodnikiem obok kwiatów w oknie.

Kwatera ofiar faszyzmu w Walimiu z tablicą i zniczami

Kwatera jest ułożona tarasami z kamiennych murków, a na środku stoi misa na ogień. Na tablicy tylko trzy linijki: „Ofiarom faszyzmu 1939-1945, społeczeństwo Walimia”. Palą się znicze, ktoś regularnie przynosi kwiaty. Tu nie ma nazwisk, bo nikt ich nie zna.

Włodarz

Wlot jednej ze sztolni w rejonie Włodarza

Ostatni obiekt na trasie to Włodarz, największy z całego kompleksu. Wydrążono tu najwięcej korytarzy, a spora ich część jest dziś zalana wodą, więc zwiedza się je łodziami. U stóp góry stał największy z podobozów, Wolfsberg, przez który przewinęło się najwięcej ludzi z całego „Riese”.

Po obozie nie ma dziś prawie śladu. Baraki rozebrano, teren zarósł, a to, co zostało, trzeba umieć wypatrzyć: fundament pod mchem, równy nasyp w miejscu drogi, betonowy próg w środku lasu. W kilku miejscach w zboczu ziewają wloty sztolni, w większości zawalone albo zamurowane. Wygląda to zupełnie zwyczajnie, jak skała i las, i chyba to jest w tym najbardziej niepokojące.

Po co się tam idzie

Ostatni kawałek do Jugowic idzie się już drogą, w dół doliny, ze 550 metrów do niecałych 400. Asfalt, rzadkie samochody, po jednej stronie potok, po drugiej las. Nudny odcinek, na którym nie trzeba patrzeć pod nogi, więc głowa sama wraca do tego, co się widziało wcześniej.

I najbardziej zostały mi w niej te miejsca, w których dzień wyglądał zupełnie zwyczajnie. Łąki nad Głuszycą, motyle na kwiatach przy ścieżce, bela siana na ściernisku. Te same wzgórza stały tu wtedy dokładnie tak samo. Tylko że dla tamtych ludzi nie były widokiem.

Nie jest to wyprawa, po której wraca się roześmianym. Nie ma tu szczytu do zdobycia ani pieczątki do odznaki. Ale myślę, że warto tędy przejść, najlepiej z kimś dorosłym, kto po drodze opowie, co się w tych lasach działo. Bo góry potrafią być piękne i straszne naraz, a te akurat pamiętają jedno i drugie.

Zdanie Nałkowskiej, które stoi wykute na początku szlaku, pochodzi z „Medalionów” - książki napisanej zaraz po wojnie na podstawie relacji świadków. Krótsze niż niejeden podpis pod zdjęciem, a mówi wszystko: to nie żywioł, nie lawina i nie zima. To zrobili ludzie ludziom.

Trasa: Głuszyca Górna PKP - Kolce - Osówka - Rzeczka - Walim - Włodarz - Jugowice (przewijaj z Ctrl, żeby przybliżyć)
Szlak Martyrologii w Górach Sowich - zdjęcie 10Szlak Martyrologii w Górach Sowich - zdjęcie 11Szlak Martyrologii w Górach Sowich - zdjęcie 12Szlak Martyrologii w Górach Sowich - zdjęcie 13Szlak Martyrologii w Górach Sowich - zdjęcie 14Szlak Martyrologii w Górach Sowich - zdjęcie 15Szlak Martyrologii w Górach Sowich - zdjęcie 16Szlak Martyrologii w Górach Sowich - zdjęcie 17Szlak Martyrologii w Górach Sowich - zdjęcie 18Szlak Martyrologii w Górach Sowich - zdjęcie 19Szlak Martyrologii w Górach Sowich - zdjęcie 20Szlak Martyrologii w Górach Sowich - zdjęcie 21Szlak Martyrologii w Górach Sowich - zdjęcie 22Szlak Martyrologii w Górach Sowich - zdjęcie 23Szlak Martyrologii w Górach Sowich - zdjęcie 24Szlak Martyrologii w Górach Sowich - zdjęcie 25Szlak Martyrologii w Górach Sowich - zdjęcie 26Szlak Martyrologii w Górach Sowich - zdjęcie 27Szlak Martyrologii w Górach Sowich - zdjęcie 28Szlak Martyrologii w Górach Sowich - zdjęcie 29Szlak Martyrologii w Górach Sowich - zdjęcie 30Szlak Martyrologii w Górach Sowich - zdjęcie 31Szlak Martyrologii w Górach Sowich - zdjęcie 32